NATO STOP * WOJNIE STOP *
ŚWIAT
WOLJNY PO
NATOWSKU
W kwietniu przypada 60. rocznica powstania Paktu Północnoatlantyckiego (NATO). Polska przynależy do niego od lat 10, od marca 1999 r. Nie obyło się, oczywiście, bez szumnych uroczystości upamiętniających tę dumną rocznicę.
Minister obrony Bogdan Klich powiedział, że wejście do Sojuszu „istotnie wzmocniło bezpieczeństwo Polski”. Lech Kaczyński stwierdził natomiast, że wstąpienie do NATO miało podobne znaczenie co przełom 1989 r., ponieważ potwierdziło, że Polska należy do „wolnego świata”.
Salwy armatnie i zaklęcia polityków nie mogły jednak przysłonić faktu, że zaledwie kilka dni wcześniej szef sztabu generalnego, gen. Franciszek Gągor, ogłosił przejście polskiego kontyngentu w Afganistanie – będącego częścią sił natowskich prowadzących wojnę w tym kraju – do „akcji zaczepnych”. Generalnie mowa o „bezpieczeństwie” i „wolnym świecie” w kontekście rosnącej góry trupów w Afganistanie brzmi jak ponury żart. Jednak nie tylko teraźniejszość, ale także historia NATO pokazuje, jak bardzo rzeczywistość różni się od różowych barw, w jakich stara się nam ten sojusz przedstawiać.
NATOWSKIE DYKTATURY
NATO powstało w 1949 r. jako pierwszy z zimnowojennych sojuszów. Układ Warszawski, jego odpowiednik w Bloku Wschodnim, powstał sześć lat później. To NATO zainaugurowało wiec powstanie dwublokowego świata zimnej wojny, w której obie strony formalnie się broniły, a faktycznie wzajemnie straszyły nuklearną zagładą. Powstanie Sojuszu wiązało się z doktryną „powstrzymywania komunizmu” promowaną przez prezydenta USA Harry’ego Trumana – tego samego, który zrzucił bomby atomowe na Hiroszimę i Nagasaki. Celem NATO było skupienie pod opiekuńczymi skrzydłami Waszyngtonu jak największej części Europy. Z jednej strony miało to zapewnić, że kraje rozwiniętego Zachodu i wciąż znaczne potęgi gospodarcze i militarne, jak Brytania, Francja i większa część Niemiec znajdą się w strefie wpływów USA. Z drugiej zapewnić panowanie nad krajami z silnym ruchem komunistycznym, jak Grecja, Włochy i Francja.
NATO ogłosiło się obrońcą „wolnego świata”. Jednak od samego początku należały do niego kraje, które z wolnością nie miały nic wspólnego. W momencie powstania Sojuszu Brytania i Francja wciąż posiadały znaczące posiadłości kolonialne często krwawo tłumiąc istniejące w nich ruchy narodowowyzwoleńcze. Francja prowadziła więc od 1946 r. wojnę w Indochinach, a od 1954 r. na dobre rozpoczęła się wojna w Algierii. Brytyjczycy w 1952 r. zajęci byli natomiast tłumieniem powstania Mau Mau w Kenii.
W 1952 r. do NATO włączyła się Grecja. Kraj ten w latach 1944-49 przeżył wojnę domową, w której USA wspierały siły prawicowo-monarchistyczne (w tym wielu kolaborantów współpracujących wcześniej z nazistami) przeciw komunistycznej partyzantce, będącą wcześniej główną siłą walczącą z hitlerowską okupacją. W momencie akcesji do Sojuszu grecka partia komunistyczna była zdelegalizowana, a szereg byłych antyfaszystowskich partyzantów siedziało w więzieniach. W 1967 r. doszło w Grecji do przewrotu wojskowego i zaprowadzenia junty tzw. „czarnych pułkowników”, którzy rządzili do 1974 r. NATO powitało ten przewrót z radością. Sojuszowi nie przeszkadzało także brutalne stłumienie protestów studenckich w listopadzie 1973 r. na politechnice w Atenach. Junta upadła ostatecznie po w wojnie z innym członkiem NATO, Turcją, o Cypr i zajęciu przez armię turecką północnej części tej wyspy.
Turcja także została członkiem Sojuszu w 1952 r. Kraj ten faktycznie rządzony był (i dużym stopniu pozostaje) przez wojsko będące gwarantem jego konstytucji. Opozycję spotykały surowe represje. W czasach obecności Turcji w NATO dwukrotnie – w 1960 r. i 1980 r. – doszło do wojskowych zamachów stanu, delegalizacji stronnictw opozycyjnych i związków zawodowych. Potężna turecka armia to także główna siła tłumiąca walkę narodowowyzwoleńczą Kurdów. Przez dziesięciolecia nawet mówienie w języku kurdyjskim było w Turcji zakazane. Do dziś Kurdowie pozostają w tym kraju obywatelami drugiej kategorii nie mając zapewnionej nawet autonomii. Na przełomie lat 80 – tych i 90 – tych, gdy walka z partyzantami kurdyjskimi była najbardziej nasilona, kosztowała ona życie ok. 30 tys. osób.
Nie koniec na tym. Wśród 12 założycieli Sojuszu w 1949 r. znajdowała się Portugalia - kraj walczący z ruchem antykolonialnym w Angoli i Mozambiku rządzony przez profaszystowską dyktaturę Salazara świadomie wzorującą się na Włoszech Mussoliniego. Dyktatura w tym kraju zostało obalona dopiero w wyniku rewolucji w 1974 r. – czyli 25 lat po przystąpieniu do Sojuszu. Z tą rewolucją wiąże się jeszcze jeden ciekawy fakt. Według ujawnionych w 2008 r. dokumentów Departamentu Stanu USA amerykański sojusznik planował w 1974 r. interwencję w Portugalii obawiając się, czy wydarzenia w tym kraju podążają we właściwym kierunku. Co więcej, chciał ją przeprowadzić w oparciu o siły sąsiedniej Hiszpanii rządzonej przez kolejnego przyjaciela faszyzmu – generała Franco. Hiszpania w tym czasie nie była jeszcze członkiem NATO. USA chciała więc zaatakować swojego „sojusznika” przy pomocy kraju spoza sojuszu. Powinno to dać wiele do myślenia zwolennikom tezy o tym, że NATO zapewnia nam bezpieczeństwo.
PO ZIMNEJ WOJNIE
Wydawałoby się, że NATO, które formalnie było sojuszem obronnym, z chwilą upadku ZSRR i rozwiązania Układu Warszawskiego (1991 r.) powinno stracić rację bytu. Okazało się jednak, że Sojusz wciąż ma do wypełnienia strategiczną funkcję bycia głównym zbrojnym ramieniem Zachodu. W tym celu przyjęto w 1991 r. (rozszerzoną w 1999 r.) nową strategię mówiącą o dalszym istnieniu „ryzyka dla sojuszników, które jest wieloaspektowe i wielokierunkowe i jako takie trudne do przewidzenia i oceny”.
„Zagrożenie bezpieczeństwa” miało wynikać m. in. z problemów społecznych i politycznych w różnych krajach, rozprzestrzeniania broni masowego rażenia i globalnego terroryzmu. Szybko ukuto nowe terminy odpowiadające nowym wyzwaniom: operacja „poza obszarem” państw Sojuszu oraz działania „niezwiązane z artykułem 5” Traktatu Waszyngtońskiego NATO, mówiącym o zbiorowej obronie wypadku ataku na jednego z sojuszników. Innymi słowy Sojusz zamiast się rozwiązać, przeszedł do ofensywy.
W 1994 r. miały miejsce pierwsze natowskie bombardowania w Bośni i Hercegowinie. Od 1995 r. Sojusz odpowiadał za „siły pokojowe” w tym kraju. Prawdziwym przełomem była jednak trwająca 78 dni kampania bombardowań Jugosławii prowadzona pod szyldem NATO bez mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ. Wojna, która doprowadziła do zniszczenia dużej części infrastruktury cywilnej Serbii i Czarnogóry (fabryki, mosty itp.), śmierci kilkuset cywilów oraz dwóch fal czystek etnicznych w Kosowie (najpierw serbskich nacjonalistów na Albańczykach, następnie albańskich nacjonalistów na Serbach).
W 2001 r. po atakach na WTC i Pentagon NATO po raz pierwszy w swej historii posłużyło się artykułem 5 uznając, że atak terrorystyczny był w istocie napaścią Afganistanu na USA (choć wśród 19 zamachowców nie było ani jednego Afgańczyka). Od 2003 r. Sojusz jest formalnie odpowiedzialny za „misję” tzw. Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF) w Afganistanie, która szybko stała się największą wojną w natowskiej historii. Obecnie w ramach ISAF służy ok. 62 tys. żołnierzy, w tym 1600 z Polski.
Jednocześnie po zimnej wojnie NATO gwałtownie się rozrastało. W 1994 r. powstał program „Partnerstwa dla Pokoju”, który wciągał w orbitę Sojuszu kraje dawnego Bloku Wschodniego. W 1999 r. do NATO przyjęto Polskę, Czechy i Węgry. W 2004 r. – kolejnych siedem krajów. W ubiegłym roku oficjalne zaproszenie otrzymały Albania i Chorwacja. Na liście oczekujących jest Macedonia. Na szczycie w 2008 r. NATO zadeklarowało także, że w nieokreślonej przyszłości członkami zostaną Ukraina i Gruzja.
Ekspansja NATO na wschód i południe wciąż więc postępuje wypełniając jeden z ważnych celów Sojuszu – umocnienie Zachodu (w szczególności, choć nie tylko, USA) w rejonie Europy Wschodniej i Południowej kosztem wpływów Rosji. Wojna w Afganistanie wpisuje się natomiast w rywalizację w Rosją i Chinami o wpływy w Azji Środkowej.
Imperialna gra mocarstw między Sojuszem a jego rywalami (a także do pewnego stopnia między członkami NATO), związana w niemałym stopniu z interesami ekonomicznymi dotyczącymi wydobycia i przesyłu ropy i gazu, występuje tam obok wspólnego dążenia do przykładnego ukarania „wojującego islamu” postrzeganego jako zagrożenie dla interesów mocarstw.
O 60 LAT ZA DŁUGO
NATO nigdy nie promowało wolności i bezpieczeństwa. Obecna wojna w Afganistanie nie jest więc złośliwą naroślą na zdrowym natowskim ciele, ale logiczną konsekwencją wojennego charakteru Sojuszu. Polscy rządzący starają się nas przekonać, że NATO jest najlepszym gwarantem życia w pokoju i demokracji. Zamiast tego mamy 60-letnią historię wspierania dyktatur i prowadzenia wojen.
Od 1999 r. Polska w wyniku członkostwa w Sojuszu została wplątana w dwie wojny: w Jugosławii i Afganistanie. Czy chcemy kolejnego takiego dziesięciolecia? I czy naprawdę potrzebujemy organizacji, która twierdząc, że broni krajów „północnego Atlantyku” bombarduje ludzi w najbiedniejszym kraju Azji?
Filip Ilkowski