* Naszym zdaniem * Naszym zdaniem *

Tusk promuje bezrobocie

Działania antykryzysowe rządu Tuska polegają głównie na wykorzystywaniu kryzysu gospodarczego do przeforsowania środków szkodliwych dla większości społeczeństwa.

Najważniejsze działanie rządowe w tej chwili to bierność wobec zwolnień. Poprzez przyglądanie się temu, że firmy zwalniają pracowników, rząd w rzeczywistości przyczynia się do masowego wzrostu bezrobocia.

Jednak ta szkodliwa bierność dotyczy tylko niektórych firm.  W innych branżach rząd Tuska sam bezpośrednio doprowadza do zwolnień tysięcy ludzi - jak w przypadku obecnego rozbioru Stoczni Szczecińskiej Nowa i Stoczni Gdynia.

Rząd ponosi więc winę za wzrost bezrobocia. Kryzys jest globalny, owszem. Ale można przeciwdziałać kryzysowi - żeby to zrobić, trzeba jednak złamać przywileje klasy chciwych i bogatych, a tego oczywiście rząd Tuska nigdy nie zrobi.

OFE

Rząd Tuska bezwstydnie pozwala prywatnym właścicielom Pow­szech­nych Towarzystw Emerytalnych zarabiać setki miliony złotych na Otwartych Funduszach Emerytalnych, pomimo tego, że Aktywa OFE (oszczędności 13,7 milionów przyszłych emerytów) skurczyły się w 2008 r. o 22 miliardy złotych. Zyski netto PTE liczyły 737 milionów złotych. Prywatni właściciele PTE zostali rekordowo wynagrodzeni za przerażające straty poniesione przez OFE.

Podczas posiedzenia Rady Ministrów 3 marca 2009 r. zablokowano propozycję Ministerstwa Pracy, by zmniejszyć 7 - procentową obowiązkową opłatę, które PTE otrzymują za każdą złotówkę wpłaconą do OFE. Opłata miała zostać obniżona do 3,5 procent w maju - ale termin przesunięto na 1 stycznia 2010 r. Szacuje się, że tą jedną decyzją rząd "zaoszczędził" swoim kumplom w biznesie ok. 300 milionów złotych!

Przypomnijmy, że w Komisji Trójstronnej interesy PTE reprezentuje Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". Warto też dodać, że w lutym pierwsza emerytura wypłacona z II filaru OFE wyniosła 23 zł 65 gr.

"ELASTYCZNOŚĆ"

Kryzys jest prawdziwy - nie jest to spisek biznesmenów. Naprawdę trudniej jest kapitalistom na świecie i w Polsce robić zyski.

Chociaż w ich oficjalnych teoriach ekonomicznych politycy i ekonomiści nie uznają faktu, że ludzka praca jest źródłem wartości ekonomicznych, w praktyce biznesmeni jakoś to czują.

Dlatego szefowie stale ubiegają się o większą "elastyczności" pracy. Słowo brzmi niewinnie. Chodzi o to, by pracownik mógł pracować o różnych porach, a nawet w różnych miejscach według potrzeb biznesmena, a nie zdrowia pracownika.

13 marca przedstawiciele pracodawców i związków zawodowych przyjęli w Komisji Trójstronnej tzw. Pakiet Antykryzysowy. Pakiet zawiera elastyczność pracy zwaną "ruchomym czasem pracy".

Wprowadzono 12-miesięczny okresu rozliczania czasu pracy. Zmiany polegałyby na tym, że w okresie kryzysu gospodarczego pracownicy pracowaliby krócej, a gdy kryzys minie - dłużej. Czas pracy byłby rozliczany po upływie 12 miesięcy.

Wiadomo, że pracodawcy chcą więcej wymagać od pracowników - jednak liderzy central związkowych, zamiast organizować swoich członków do walki ze zwolnieniami, zgodzili się na niekorzystne zmiany w warunkach pracy.

"Dla związków zawodowych najważniejsze jest, aby w przepisach prawa pracy zapisać, że wszelkie ustalenia dotyczące czasu pracy i obniżek wynagrodzeń mają być negocjowane w poszczególnych zakładach pracy ze związkami zawodowymi", powiedział przewodniczący OPZZ Jan Guz.

Nie. Związki zawodowe nie powinny godzić się na niekorzystne zmiany w czasie pracy i nie akceptować obniżek wynagrodzeń - takie przesłanie powinno być przekazane zakładom pracy.

Nie lepiej wypada lider drugiej z największych central, NSZZ "Solidarność", Janusz Śniadek. "Teraz najważniejszy ruch jest po stronie rządu, który musi znaleźć sposób na jak najszybsze wprowadzenie w życie wypracowanego w autonomicznym dialogu antykryzysowego pakietu działań" - powiedział.

Pozytywnemu wobec pakietu tonowi przewodniczącego przeczy tekst na stronie związku. Czytamy: "zdaniem NSZZ "Solidarność" zaproponowany pakiet działań powinien znaleźć się w jednej "ustawie kryzysowej" na czas określony, po to aby uniknąć nadużywania trudnej sytuacji kryzysu dla wprowadzenia na stałe regulacji nie do zaakceptowania lub niekoniecznych w normalnej sytuacji."

Czyli uzgodniono rzeczy w zasadzie "nie do zaakceptowania".

Odrzućmy więc propagandę, że "wszyscy musimy ponieść wyrzeczenia w czasie kryzysu"

Liderzy związkowi często akceptują, że wszyscy musimy ponieść wyrzeczenia w czasie kryzysu. Pytanie, dlaczego? W dobrych czasach boomu gospodarczego rozrasta się rozpiętość między dochodami bogatych a resztą społeczeństwa. Gdy następuje kryzys, rząd chroni bogatych. Pracownicy są traktowani jak worki na śmieci i masowo wyrzucani na bruk.

Dlatego niesłusznie wiceprzewodniczący OPZZ Andrzej Radzikowski nazywa wyżej wymieniony Pakiet Antykryzysowy  "krokiem w dobrą stronę". “Przede wszystkim chcieliśmy,  aby w Polsce wreszcie zaczęto wdrażać idee flexicurity, czyli tam gdzie jest to uzasadnione ekonomicznie zwiększać elastyczność pracy, jednocześnie dbając o bezpieczeństwo i stabilizację pracowników,” dodał.

Problem w tym, że elastyczność pracy stanowi zaprzeczenie bezpieczeństwa i stabilizacji pracowników. Oznacza, że pracownik musi pracować w różnych godzinach i/lub miejscach, ale i tak nie ma gwarancji zatrudnienia. Elastyczność w praktyce wydłuża dzień pracy - stanowi intensyfikację wyzysku, nawet jeśli to się nazywa "flexicurity", by brzmiało nowocześnie i naukowo (bo po angielsku).

Niewykorzystana potęga związków zawodowych

Kryzys systemu i związane z nim masowe zwolnienia pracowników przyczyniają się do tego, że coraz więcej pracowników wstępuje do związków zawodowych.

Od 2008 roku Solidarność urosła w województwie o około 10 procent - ocenia Józef Mozolewski, przewodniczący podlaskiej NSZZ "S”. - Obecnie organizacje zakładowe nie tylko rosną, ale nawet powstają w wielu sektorach.

W czasach masowego bezrobocia znane jest zjawisko kurczących się związków zawodowych. Jednak ostatnio w Polsce widzieliśmy ogromne wahania na rynku pracy. Emigracja, malejące bezrobocie w 2008 r., powrót niektórych emigrantów do domu, globalny kryzys, gwałtowny wzrost  liczby zwolnionych z pracy. Wszystko to powoduje, że ludzie są niepewni przyszłości, ale nie czują, że już wszystko przegrali. Uczestnicy demonstracji związkowych często wyrażają chęć walki, nie beznadzieję.

Czas na zjednoczoną walkę wszystkich związków zawodowych.

Jednak Antoni Poźniak, szef wojewódzkich struktur OPZZ, zaznacza natomiast, że „rosnąca siła związków nie oznacza rosnącej roszczeniowości pracowników”. „W 11 zakładach zostały podpisane porozumienia pracodawców z załogami, dotyczące wynagrodzeń, zmian czasu pracy czy ograniczeń funduszu socjalnego, po to, żeby utrzymać miejsca pracy". (Kurier Poranny, 15 marca).

Wiadomo że pracodawcy chcą wykorzystać kryzys, by uderzyć w warunki pracy i płacę pracowników - ale liderzy związkowi powinni się temu przeciwstawiać - a nie pomagać pracodawcom.

Walka z kryzysem jest sprawą polityczną. Zwolnienia są odpowiedzialnością rządu. Dlatego pakiet antykryzysowy Pracowniczej Demokracji, korzystny dla pracowników, wygląda nieco inaczej:

* NIE zwolnieniom - nie płaćmy za ich kryzys. Ratować każde miejsce pracy. (Walka pracowników Forte w Przemyśle jest świetnym przykładem dla nas wszystkich. Tam zwolnieni pracownicy po prostu zablokowali zakład, nie pozwalając na wyprowadzenie maszyn - patrz s.9).

* Jedność wszystkich związków zawodowych różnych branż w walce ze zwolnieniami.

* Nacjonalizacja firm, które chcą zwalniać pracowników.

* Strajki i okupacje zakładów w obronie miejsc pracy – naciskać na liderów związkowych, by wezwali do masowych strajków.

* Organizować demonstracje pracowników wraz z innymi mieszkańcami miejscowości – zwolnienia w jednym zakładzie uderzają w całe miasto.

* Twórzmy polityczną alternatywę wobec partii sejmowych i skrajnej prawicy. Polityka masowych protestów i kampanii jest naszą odpowiedzią na politykę korupcji, nepotyzmu i wyzysku.