Powstrzymać
oszołomów
Jurka i Giertycha!
Jesteśmy
świadkami obrzydliwej hipokryzji fundamentalistów prawicowych z
Jurkiem i Giertychem na czele, prowadzących kampanię pod hasłem
„obrony życia”. Kampania ta jest atakiem na wszystkie
kobiety. Szczególnie jednak na te, które znajdują się w tak
dramatycznej sytuacji, że nawet restrykcyjna ustawa antyaborcyjna
przyznaje im prawo do przerywania ciąży. Jest ich zaledwie ok. 150
rocznie. Poza nimi jest jeszcze wiele kobiet, którym nie dano
korzystać z legalnego prawa do aborcji, ponieważ lekarze odmawiają
dokonania zabiegu, interweniuje ksiądz, itp.
Zaproponowana
zmiana w Konstytucji może być pierwszym krokiem do wprowadzenia
całkowitego zakazu aborcji. Oznaczać to będzie zmuszenie
nastoletniej, zgwałconej dziewczyny, kobiety noszącej płód z poważnym
uszkodzeniem, czy poważnie chorej 40-letniej kobiety - do przejścia
przez 9 miesięcy ciąży w przerażeniu, bólu, depresji - a potem do
rodzenia. Oznacza więc pierwszeństwo życia płodu nad życiem kobiet i
dzieci narodzonych.
Oto nasi czołowi „obrońcy
życia”:
Marek Jurek, wielbiciel dyktatora Chile,
Augusta Pinocheta, odpowiedzialnego za śmierć wielu tysięcy ludzi po
tym, jak dokonał pucz wojskowy. Jurek był tak zauroczony Pinochetem
ze wyjechał do niego w 1999 r., by wręczyć mu ryngraf. Chciał
podtrzymać na duchu starego rzeźnika, który wówczas był
przetrzymywany w areszcie domowym.
Roman Giertych
odwołuje się do tradycji endeckiej (w XX wieku endecy m.in. bili i
zabijali Żydów i strajkujących robotników).
To właśnie Ci dwaj
panowie reprezentują kulturę śmierci.
Wypowiedzi Giertycha w
Heidelbergu o tym, że w Unii Europejskiej trzeba wprowadzić zakaz
aborcji i „propagandy homoseksualnej” pachną propagandą
hitlerowskich Niemiec, czy najgorszego okresu stalinizmu.
W
Heidelbergu Giertych grzmiał na temat homoseksualizmu.
Powiedział:
"Jeżeli nie będziemy ze wszystkich sił wzmacniać
rodziny to jako kontynent nie ma dla nas przyszłości. Będziemy
kontynentem zasiedlonym przez dbających o rodzinę przedstawicieli
świata islamu".
Tu widzimy klasyczny zlepek dwóch uprzedzeń
skrajnej prawicy - homofobii i rasizmu (inaczej niż Giertych
większość muzułmańskich imigrantów do Europy nie posiada białej
skóry).
Giertych dodał:
"Każdy człowiek, również ten
jeszcze nienarodzony, wymaga opieki. Brak prawdy o tragedii milionów
Europejczyków zabijanych co roku w ramach aborcji jest jedną z
ponurych rzeczywistości naszych czasów. To przestępstwo legalizowane
przez wiele parlamentów jest nową formą barbarzyństwa. Naród, który
zabija swoje dzieci jest narodem bez przyszłości. Kontynent, który
zabija swoje dzieci będzie zasiedlony przez tych, którzy ich nie
zabijają."
Tu znowu antykobiece uprzedzenia mieszają się
z rasizmem. Po pierwsze Giertych głosi bzdury o zamordowanych
Europejczykach lekceważąc oczywiście suwerenność kobiety wobec
własnego ciała. Po drugie w zdaniu o kontynencie, który będzie
"zasiedlony przez tych, którzy ich nie zabijają" Giertych w
domyśle ponownie próbuje wzbudzać niechęć wobec niebiałych
muzułmańskich imigrantów.
Kaczyńscy
Bracia Kaczyńscy
obawiają się, że antyaborcyjna krucjata może mieć odwrotne skutki –
że obrońcy życia i godności kobiet uzyskują większe poparcie i wiatr
w żagle w reakcji na oburzające wypowiedzi, w szczególności autorstwa
Giertycha. Pani prezydentowa podpisała się pod listem przeciw zmianie
Konstytucji. Również prezydent wypowiedział się przeciw.
Nie
zapomnijmy jednak, że istniejąca Konstytucja była już używana przeciw
liberalizacji ustawy antyaborcyjnej przez Trybunał Konstytucyjny w
1997 roku, i że obecna ustawa wcale nie jest żadnym "kompromisem",
lecz jedną z najbardziej restrykcyjnych, antykobiecych ustaw w
Europie. Mówimy więc oczywiście NIE zaproponowanej zmianie
Konstytucji, ale chcemy iść dalej - śladem Portugalii - do obalenia
zakazu aborcji. Celem musi być wolny wybór dla kobiety.
Wielki
Marsz Solidarności Kobiet w Warszawie 4 marca oraz Manify w innych
miastach były ważnym wyrazem determinacji, by powstrzymać
antykobiecych prawicowców. Obecność na marszu górników i innych
członków WZZ "Sierpień 80" jest znamienna. Aktywność
związkowców (zarówno kobiet jak i mężczyzn) w sprawie aborcji była
kluczowa do wygrania tej walki w wielu krajach europejskich. Ofiarami
zakazu aborcji wszędzie są przede wszystkim kobiety z klasy
pracowniczej - pracownice, żony i córki pracowników. Walka o kontrolę
nad własną płodnością - czyli o prawo do aborcji - a również o prawo
do rodzenia dzieci jeśli i kiedy się chce jest częścią walki o prawa
pracownicze kobiet.
Wszyscy wiedzą, że ustawa antyaborcyjna
nie wyeliminowała zjawiska aborcji, że zabiegi są dostępne w
prywatnych klinikach lub za granicą dla kobiet, które na to
stać.
Wiadomo, że politykom z LPR nie chodzi o zredukowanie
liczby aborcji. Wtedy propagowaliby rzetelną edukację seksualną w
szkołach, darmową i łatwo dostępną antykoncepcję. Tymczasem minister
edukacji rejestruje uczennice w ciąży – chyba po to, żeby
pokazać, jak niemoralna jest młodzież. A wskaźnik stosowania
antykoncepcji przez kobiety w Polsce jest najniższy w Europie –
19 proc. Faktem jest, że Holandia ma najniższy wskaźnik dokonanych
aborcji w Europie – przy liberalnej ustawie dającej kobietom
prawo do decyzji. Za fasadą "obrony życia" widać więc, że
marszałek i wiceminister po prostu grają cyniczną grę o elektorat
Radia Maryja.
Trzeba dodać, że tchórzostwo SLD w sprawie
aborcji od początku lat 90-ych jest kolejnym argumentem za tworzeniem
politycznego kierunku, który zachowuje swoje zasady w kwestii praw
kobiet - taki kierunek jak Blok Lewicy w Portugalii.
Możemy
się wiele nauczyć od sposobu, w który prowadzono ostatnio kampanię w
Portugalii.
W tym katolickim kraju ustawa aborcyjna była
podobna do polskiej, z tą różnicą, że kobiety mogły być karane (do
trzech lat więzienia) za przerywanie ciąży. Jednak po przegranym
referendum w 1998 r. ludzie popierający legalizację aborcji
prowadzili bardzo aktywną kampanię na rzecz zniesienia
zakazu.
Pytanie zadane w referendum brzmiało: „Czy
zgadzasz się z dekryminalizacją aborcji żądanej przez kobiety, do 10
tygodni ciąży, dokonanej w autoryzowanej klinice?” Tym
razem zagłosowało 44 proc. elektoratu – (w 1998 roku tylko 32
proc.), a 59 proc. odpowiedziało TAK. Wynik referendum został potem
potwierdzony przez parlament (w Dniu Kobiet). Oznacza to pierwszy
krok w kierunku udostępnienia kobietom możliwości bezpiecznego
przerywania ciąży w ramach służby zdrowia Portugalii.
W
Portugalii do kampanii na rzecz TAK dołączyły takie organizacje jak
„Lekarze za wyborem”, która przedstawiła raport o
kobietach zmarłych w wyniku niebezpiecznych nielegalnych zabiegów
aborcyjnych oraz „Katolicy za wyborem”, która zwracała
się do innych wierzących z argumentami na rzecz „tak” –
wbrew opinii hierarchii kościelnej. „Młodzi ludzie na tak”
prowadzili kampanię w szkołach i w miejscach pracy.
Alda Sousa
z partii Blok Lewicy, która odegrała kluczową rolę w kampanii za
wolnością wyboru dla kobiet, w ten sposób podsumowała zwycięstwo:
„Dla wszystkich tych kobiet i mężczyzn, którzy brali udział w kampanii na rzecz „tak” niedziela była niezapomnianym dniem. Wiemy, że byliśmy częścią głębokiej zmiany i jesteśmy z tego dumni. Witamy w XXI wieku, Portugalio.”