X powodów, dla których trzeba demonstrować 24 marca:

  1. Ofiary wojny w Iraku

Po czterech latach od ataku na Irak wojna i okupacja doprowadziła w tym kraju do katastrofy humanitarnej. Według danych opublikowanych w październiku 2006 r. przez czasopismo medyczne „Lancet”, w wyniku wojny do tego czasu śmierć poniosło 655 tys. Irakijczyków, z czego blisko 200 tys. to bezpośrednie ofiary wojsk okupacyjnych. Oznacza to, że co miesiąc w Iraku ginie w wyniku wojny ok. 15 600 ludzi. Nic więc dziwnego, że w sondażu przeprowadzonym w listopadzie 2006 r. 89 % Irakijczyków uznało, że obecna sytuacja jest gorsza niż za czasów reżimu Saddama Husajna.

W Iraku giną także żołnierze krajów okupujących – do połowy marca 2007 r. zginęło tam ok. 3200 żołnierzy USA, 134 żołnierzy brytyjskich i 19 polskich. Tymczasem władze USA wysyłają dodatkowych żołnierzy do Iraku: 21, 5 tys. na początku 2007 r. przy planach Busha wysłania dalszych 4, 4 tys.

  1. Sytuacja w Afganistanie

Już w maju 2003 r. sekretarz obrony USA Donald Rumsfeld stwierdził, że działania zbroje w Afganistanie zostały zakończone. Kraj ten miał być przykładem udanej interwencji USA. Tymczasem w 2006 r. w Afganistanie zginęło 198 żołnierzy państw okupacyjnych, najwięcej od początku wojny w 2001 r. Co więcej, w odniesieniu do liczby stacjonujących wojsk, ginęło ich więcej niż w Iraku. Przyczyny tego faktu nietrudno znaleźć. Obiecywana odbudowa kraju okazała się oszustwem. Jedyną kwitnącą dziedziną w Afganistanie są uprawy maku do produkcji heroiny i opium. Proamerykańskie władze pełne są skorumpowanych handlarzy narkotykami i zbrodniarzy wojennych. Jednym z największych baronów narkotykowych w kraju jest młodszy brat prezydenta Hamida Karzaja – Ahmed Wali Karzaj. Jednocześnie narastający opór przynosi coraz częstsze bombardowania i ostrzeliwania cywilów ze strony sił okupacyjnych.

  1. Atak na Iran

Przegrywając wojny w Iraku i Afganistanie rządzący w Białym Domu planują – choć brzmi to nieprawdopodobnie – atak na kolejny kraj, Iran. W mediach trwa już propaganda, którą dobrze pamiętamy sprzed ataku na Irak („broń masowego rażenia”, „wspieranie terroryzmu” itp.). Według brytyjskiej gazety The Guardian z 10 lutego 2007 r.: „Amerykańskie przygotowania do lotniczego ataku na Iran są w zaawansowanym stadium”. O planach zaatakowania Iranu snutych przez administrację Busha mówi także jeden z czołowych strategów imperium USA – Zbigniew Brzeziński.

  1. Koszty wojny

Oficjalne koszty wysyłania wojsk polskich do Iraku i Afganistanu do 2006 r. wyniosły ok. 2,5 mld zł. Samo wysłanie dodatkowych 1000 wojsk do Afganistanu w 2007 r. kosztować ma ok. 300 mln zł. Dla porównania, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała w tym roku ok. 30 mln zł. na sprzęt medyczny, czyli dziesięć razy mniej niż rząd wydaje na wysłanie wojsk polskich tylko na rok i do tylko jednego kraju. Pamiętajmy o tym, ilekroć usłyszymy, że nie ma pieniędzy na służbę zdrowia czy inne ważne cele społeczne.

  1. Rosnąca militaryzacja Polski

W listopadzie 2006 r. prezydent Kaczyński z dumą zakomunikował, że wydatki na „obronność” wzrosną w Polsce o 12 %. Polityka PiS to kontynuacja działań poprzednich ekip – by przypomnieć tylko gigantyczny kontrakt na kupno samolotów F 16 (oficjalnie za ponad 4, 5 mld dolarów!). Ten sam z braci Kaczyńskich w przemówieniu w ONZ we wrześniu 2006 r. oznajmił, że Polska będzie wysyłać więcej żołnierzy w zapalne rejony świata. Faktycznie w tym roku udział wojsk polskich w brudnych wojnach pod przywództwem USA wyraźnie się zwiększył: przy zachowaniu tego samego 900 – osobowego kontyngentu w Iraku rząd wysyła 1200 żołnierzy do Afganistanu (w porównaniu z 180 – 190 żołnierzami w 2006 r.). Ponadto 500 żołnierzy polskich jedzie do południowego Libanu, gdzie mają m. in. nadzorować rozbrajanie libańskiego ruchu oporu kierowanego przez Hezbollah, który odparł w latem 2006 r. atak Izraela – głównego sojusznika USA na Bliskim Wschodzie.

  1. Instalacja wyrzutni rakietowych USA – bazy Wielkiego Brata

Zaledwie kilkanaście lat po wyjściu żołnierzy ZSRR, rząd planuje umieszczenie w Polsce baz nowego Wielkiego Brata. W ramach budowy tzw. „tarczy antyrakietowej” oficjalnie podjęto rozmowy o instalacji w Polsce wyrzutni rakietowych USA. Budowa tych instalacji oznaczałaby trwałe wpisanie Polski w system obrony i planowanie strategiczne USA i znacznie ograniczyłoby możliwość demokratycznego podejmowania decyzji w zakresie polskiej polityki zagranicznej.

  1. Wyścig zbrojeń

Decydując się na budowę baz amerykańskich rząd polski przyczynia się do zwiększenia wyścigu zbrojeń na świecie. Program „tarczy antyrakietowej” ma bowiem na celu zwiększenie przewagi militarnej USA nad konkurentami i utrwalenie hegemonii tego kraju na świecie. Program ten wpisuje się m. in. w rywalizację amerykańsko – rosyjską w Europie Wschodniej i Azji Środkowej. Umieszczenie kosztownych wyrzutni rakietowych tuż przy rosyjskiej granicy z pewnością nie pozostanie bez odpowiedzi ze strony mającej własne imperialne ambicje Rosji. Rosyjski wojskowi już zapowiedzieli wycelowanie rakiet w nowo wybudowane amerykańskie obiekty.

  1. Zagrożenie terroryzmem

Udział w amerykańskich wojnach w Iraku i Afganistanie oraz ewentualne powstanie w Polsce baz USA w oczywisty sposób zwiększają zagrożenie atakiem terrorystycznym wymierzonym w polskich obywateli. Dostrzegają to wszyscy – poza rządzącymi. Brytyjska gazeta The Independent z 28 lutego 2007 r. powołując się na amerykańskie studium ataków terrorystycznych opublikowała dane o „irackim efekcie”, czyli wzroście ataków terrorystycznych w wyniku inwazji na Irak. Między 11 września 2001 r. a atakiem na Irak 20 marca 2003 r. na całym świecie w wyniku zamachów terrorystycznych zginęło 729 osób. Od wybuchu wojny liczba ta wzrosła do 5420. Liczba ofiar zamachów najdrastyczniej wzrosła w Iraku i Afganistanie, ale wzrost nastąpił także w Kaszmirze i innych częściach Indii i Pakistanu, w Czeczenii i generalnie w Europie.

  1. Sprzeciw społeczeństwa

Podobno żyjemy w kraju demokratycznym. Jednak wysyłając polskich żołnierzy na wojnę w Iraku obok tylko trzech innych krajów (USA, Brytanii i Australii) władze polskie nie raczyły spytać o to społeczeństwa, którego znaczna większość była temu przeciwna. Przed wysłaniem wojsk nie przeprowadzono nawet debaty sejmowej! Dziś podobna sytuacja ma miejsce w sprawie budowy baz USA w Polsce. Znowu dyskusja w mediach sprowadzona jest do wymiany opinii między mniej lub bardziej proamerykańskimi politykami, a społeczeństwa nikt nie pyta o zdanie. Tymczasem według ostatnich sondaży 77 % społeczeństwa sprzeciwia się polskiemu uczestnictwu w wojnach w Iraku i Afganistanie, a 55 % nie chce na terenie Polski elementów „tarczy antyrakietowej”.

  1. Bycie częścią globalnego ruchu antywojennego

Ruch antywojenny na świecie mocno dał się już we znaki odpowiedzialnym za wojny rządzącym. Nigdy jeszcze ta wielu ludzi nie demonstrowało w tym samym dniu, co 15 lutego 2003 r., gdy 15 – 30 mln ludzi na całym świecie wyszło na ulice przeciw wojnie z Irakiem. Bez ruchu antywojennego zbrodnie i klęski wojenne nie przekładałyby się na problemy rządzących za nie odpowiedzialnych. Kłopoty Busha w USA, zapowiedziana dymisja Blaira w Brytanii oraz porażki wyborcze Aznara w Hiszpanii i Berlusconiego we Włoszech w znacznej mierze były dziełem ruchu antywojennego. Jego żywotność została potwierdzona w 2007 r. - przeciw wojnie i okupacji 27 stycznia 500 tys. ludzi demonstrowało w Waszyngtonie, a 24 lutego 100 tys. demonstrowało w Londynie. Czas, by do tej listy dołączyła Warszawa i inne polskie miasta.

Filip Ilkowski