NIE elektrowniom atomowym

 

Stop nuklearnemu

szaleństwu

 

Od roku 2005 „elity” rządzące Polską rozpoczęły medialne przygotowywanie społeczeństwa do budowy elektrowni atomowych na naszym terytorium. Skoro w latach 80. XX w. „nie wypalił” Żarnowiec, zwany przez społeczność Wybrzeża „Żarnobylem”, na co złożył się splot czynników - od świeżej pamięci o katastrofie w Czernobylu, poprzez słabość władzy i stosunkowo silny opór obywatelski, kierowany przez członków Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego oraz Wolności i Pokoju – lobby atomowe przycichło.

Tak wówczas, jak i dziś, lobbystami są pracownicy naukowi, politycy i ludzie biznesu. Ktoś powie, iż przed rokiem 1989 r. wszystko było państwowe i sfery biznesowe nie istniały. Myślenie błędne – już wówczas aparatczycy partyjni przygotowywali i wprowadzali w życie pakiet ustaw prywatyzacyjnych, pomyślanych jako „stacja przesiadkowa” z rządzących ugrupowań politycznych do przejęcia we własne ręce gospodarki. Co z pomocą drugiej „Solidarności” wkrótce nastąpiło. Zależności od lat są te same – biznes naciska na polityków, ci na pracowników wyższych uczelni i instytutów badawczych. Dla „grzecznych” pieniądze na badania i awanse służbowe się znajdą. „Oporni” odejdą z kwitkiem.

 

Awarie

Odkąd w sowieckim Obnińsku ruszyła w roku 1954 pierwsza, malutka jeszcze (o mocy 5 MW) elektrownia atomowa – poczęto tworzyć MIT wokół „bezpiecznej” rzekomo energii. Katastrofa na Uralu z roku 1958 została utajniona (wybuch nastąpił w składowisku odpadów radioaktywnych), ale już kolejnych utajnić się nie dało. Zawodziły technologie w tzw. państwach wysoko rozwiniętych – rok przed Uralem brytyjski reaktor w Windscale (dziś zakłady przeróbki THORP), w roku 1968 w Detroit, rok później w Colorado, w 1972 r. po eksplozji zamknięto zakłady przeróbki plutonu w Nowym Jorku.

Po wypadku z marca 1979 r. na Three Mile Island,w USA nie uruchomiono nowych reaktorów, choć rozpoczęto nieco budów. Fikcją, lansowaną przez proatomowych lobbystów, jest pogląd, iż na wycofanie się wielu rządów w planów budowy EA w decydujący sposób wpłynęła katastrofa w Czernobylu. To ekonomia zadecydowała, iż mniej więcej na rok przed tragedią pod Kijowem zainteresowanie (najpierw w USA i Europie Zachodniej) energią rozszczepialną poczęło maleć. W Stanach Zjedno­czonych np. zlikwidowano EA w Byron (jej koszt wyniósł 3,7 mld $), Tennessee (zbudowaną za 2,7 mld $) i przerwano definitywnie prace nad EA w Ohio (pochłonęła wcześniej ok. 2 mld $).

Awarie występują nie tylko w krajach byłego ZSRR, ale też we Francji, USA, Japonii. Niedawne wielkie trzęsienie ziemi w Chinach, wedle zwiadu satelitarnego pochłonąć miało (dosłownie, zniknęły z powierzchni naszej planety) 2 elektrownie nuklearne. Milczenie polityków i kół naukowych w tej sprawie przypomina postawę Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (z siedzibą w Wiedniu) po katastrofie czernobylskiej. Pierwsze raporty (zespołu Okieanowa, dotyczące terenu Białorusi) odtajniono w roku… 2004! Liczono się bowiem z brakiem społecznego przyzwolenia na budowę kolejnych reaktorów w Europie - ci, którzy powinni ostrzegać, włączyli się w zmowę milczenia…

Przy udziale w realnej produkcji prądu ok. 14% w skali świata, elektrownie nuklearne pochłaniają aż… 90% środków, przeznaczonych na rozwój energetyki. Nikt nie buduje już obiektów tak małych, jak pionierski Obnińsk. Obecna moc bloków energetycznych to rząd 1600-2000 MW. To kolosy, jak czeski Temelín, o którym tekst znaleźć można na polskojęzycznym, wileńskim portalu „Infopol”

(http://www.infopol.lt/pl/naujienos/detail.php?ID=2286&phrase_id=64574). Planowana przez rząd premiera Tuska elektrownia jądrowa to nie tylko przestarzała technologia (Wielka Brytania podziękowała ostatnio francuskiej AREVIE za budowę kolejnej swojej EA ze względu na nie spełnianie norm bezpieczeństwa, a to właśnie ten koncern ma wznosić „polski atom”) – ale konieczność wzniesienia horrendalnie długich sieci przesyłowych. A tym samym niewyobrażalnych strat energii…

 

Koszty

Oprócz realnego niebezpieczeństwa skażenia terenu podczas awarii (nie ma instalacji absolutnie bezpiecznych, zawodny jest również czynnik ludzki) o rezygnacji z planów budowy EA powinna decydować ekonomia. Już teraz wstępny koszt budowy polskiej elektrowni nuklearnej o łącznej mocy ok. 3000 MW jest oceniany na ok. 14 mld zł. PRAKTYKA (dotycząca WSZYSTKICH budów tego typu, bez względu na to, gdzie się je prowadzi) wskazuje, iż nim ruszy pierwszy blok energetyczny, koszta rosną niemal dwukrotnie. Czyli do ok. 30 mld zł. Tyle musiałaby zainwestować Polska Grupa Energetyczna, by uzyskać pierwszy prąd. Podobnie z fałszowaniem kosztów produkcji – podczas prób prywatyzacji energetyki jądrowej w Wielkiej Brytanii (l. 80. I 90. XX w.) - rząd oszacował cenę produkcji 1 kWh na równowartość ok. 4 centów USA. Inwestorzy policzyli realnie – uzyskali koszt ok. 16 centów USA za 1 kWh, trzykrotnie wyższy niż tej samej energii, wytworzonej z węgla kamiennego. I nikt brytyjskich EA nie kupił.

 

Odpady radioaktywne

Do tego po krótkim (obecnie ok. 35 lat, przy nowszych reaktorach planowane jest 50 lat eksploatacji) okresie wytwarzania prądu – COŚ trzeba zrobić i z samym terenem elektrowni jądrowej i z radioaktywnymi „śmieciami”. Owszem, da się je w miarę zabezpieczyć (Francuzi wymyślili tzw. witryfikację, zalewając materiał rozszczepialny specjalnym szkłem lub ceramiką, dzięki czemu nie wchodzi w grę korozja pojemników), ale składowiska zabezpieczone być muszą przez okres… 100 000 lat! I to w miarę sensownie, bo ich zawartość kusi „prywatnych” wytwórców „brudnych bomb” – wszelkiej maści radykalnych działaczy, nazywanych hurtem terrorystami. Potrzebny teren, strażnicy, monitoring naziemny i satelitarny… 100 000 tys. lat to nie tylko niewyobrażalny okres, ale też równie niewyobrażalne sumy! A przecież energia jądrowa ma być tak tania! Poza tym, koncern, który wmawia społeczeństwu, że jest w stanie zagwarantować owe 100 000 lat ochrony odpadów – opowiada bajki.

Z punktu widzenia „Kowalskich” wygląda to tak: rząd opodatkowuje (w ukryty lub mniej ukryty sposób) obywateli, by przystąpić do budowy. Gospodarka narodowa inwestuje w EA z naszych kieszeni, obiecując tanią, „zieloną” energię. Zysk ze sprzedaży prądu pozostanie do dyspozycji koncernu. Swoje, jako wykonawca zgarnie też AREVA – wcześniej znana jako Cogema (Compagnie Generale des matieres nuclaires) – bo to ona, jako „siła fachowa”, wchodzi dzięki powiązaniom politycznym w grę na terenie Polski. Prócz wycofania się Brytyj­czyków z budowy przez nią EA, koncern (dotowany rocznie przez Paryż przed przyjęciem euro na ok. 30 mld franków, na początku lat 90. zadłużony i tak na sumę 50 mld $) stał się w roku ubiegłym negatywnym bohaterem dokumentu dwojga francuskich filmowców Elise Lucet i Lionela Deconinck, którzy w cyklu TVFrance 3, zatytułowanym „Pieces a conviction” („Dowód winy”) odkryli kulisy wielkiego skandalu ekologicznego

(http://programmes.france3.fr/pieces-a-conviction/51415247-fr.php). Tłumaczenie (pióra E. Dybalskiej) ścieżki dźwiękowej dokumentu publikowała mail-artowa „Ulica Wszystkich Świętych” w marcu i kwietniu ub. roku (nr-y 111 i 112). Lucet i Deconinck dowiedli, iż w co najmniej 25 francuskich departamentach, znajduje się około 300 000 000 ton odpadów radioaktywnych, nad którymi nikt nie sprawuje żadnego nadzoru!!! Tak wygląda prawdziwe zabezpieczenie, choć chodzi tu nie o materiały z EA, a urobek z kopalń uranu, które działały we Francji w latach 1945-2001.

Jak na razie zmasowanej i absolutnie jednostronnej propagandzie mass-mediów, która sugeruje społeczeństwu RP rzekome korzyści z powstania elektrowni jądrowych, przeciwstawiają się niewielkie grupy osób i stowarzyszeń. Największą z nich jest Inicjatywa AntyNuklearna (IAN)

http://www.ian.org.pl/, powstała w Warszawie pod koniec roku 2008. Jest to do dziś niesformalizowana grupa osób z terenu Polski, w tym weteranów anty-Żarnowca, reprezentujących różne organizacje oraz niezrzeszonych, o zróżnicowanych poglądach, skupionych wokół problematyki nuklearnej - postrzeganej jako zagrożenie dla ludzi i przyrody, a także marnotrawienie publicznych środków w imię krótkofalowych interesów niewielkiej grupy lobbystów. „Oddziały” IAN powstają samorzutnie na obszarze całego kraju, a jej przedstawiciele są już zapraszani na międzynarodowe spotkania przeciwników atomu.

Realnie największą szansę na zastopowanie jądrowych pomysłów Donalda Tuska drogą logiki ekonomicznej mają ludzie skupieni wokół inż. Grzegorza Wałowskiego, który chce wznowić wydobycie w Wałbrzyskim Zagłębiu Węglowym w oparciu o podziemne zgazowanie tamtejszego antracytu. Uzyskany w ten sposób wodór dałby czystą energię w ilości przewyższającej prognozy lobbystów nuklearnych. A co ważniejsze tanio i bez atomowego zagrożenia.

 

Lech L. Przychodzki