Związkowcy przeciw rządowi

GŁOSY WALK

LONGINA KACZMARSKA

Wiceprzewodnicząca OZZPiP,

przewodnicząca Regionu Mazowieckiego OZZPiP


Nasz zeszłoroczny protest przy białym miasteczku (na przeciwko Kancelarii Premiera) nie dał nam tego, czego się domagałyśmy. Ale służył naszej integracji - stałyśmy się lepiej organizowane.


Ja towarzyszyłam trójce innych liderów naszego związku podczas okupacji kancelarii - byłyśmy tam we cztery przez osiem dni. Odizolowali nas od reszty świata. W końcu premier musiał z nami rozmawiać. Próbowali nas upokorzyć, ale w końcu upokorzyli samych siebie. Otrzymaliśmy duże poparcie od innych związków zawodowych.

Jeśli chodzi o innych pracowników, popieram obecny protest nauczycieli. Mój mąż jest nauczycielem. Pracuje na dwóch etatach ponieważ płaca nauczyciela jest tak niska.

W tym roku lekarze otrzymają podwyżki. Żądali oni wdrożenia w życie dyrektywy Unii Europejskiej, która ogranicza godziny pracy i nakazuje płacić za nadgodziny. My chcemy tego samego. Żądamy również, by wydatki na ochronę zdrowia zostały zwiększone do poziomu sześciu procent PKB od obecnego poziomu ok. 4,3 procent.

Członkinie naszego związku uczestniczą obecnie w różnych formach protestu w zależności od szpitala, w którym pracują. Niektóre odchodzą od łóżek na dwie godziny i z każdym dniem dodają jedną godzinę do czasu protestu. Inne biorą dni wolne, aby zdezorganizować zmiany.

Rząd traktuje szpitale jak firmy. Długi szpitala mają stanowić problem dla pracowników, pacjentów i dyrekcji – nie dla rządu. Jeśli szpitale nie otrzymają dofinansowania, więcej szpitali trafi do prywatnych rąk.

Nasz związek - Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych - jest największy w ochronie zdrowia. Liczymy ok. 80 tys. członków z ogólnej liczby 170 tys. pielęgniarek i położnych. Powstałyśmy w 1995 r. Byłyśmy zdeterminowane - postanowiłyśmy się zorganizować ponieważ jako pielęgniarki czułyśmy się lekceważone.


Jestem wiceprzewodniczącą związku, pracującą pielęgniarką w Szpitalu Czerniakowskim w Warszawie.


KRZYSZTOF ŁABĄDŹ

Przewodniczący WZZ "Sierpień 80" w kopalni "Budryk"

Skończyliśmy nasz strajk wczoraj o północy [czwartek, 31 stycznia]. Uważamy, że zwyciężyliśmy. Strajk trwał 46 dni, w tym 25 dni podziemnej okupacji. Niektórzy górnicy okupowali kopalnię nawet kilometr pod ziemią. Nasza kopalnia ma największą wydajność na głowę w całym sektorze górniczym. Zostaliśmy wchłonięci przez dużą firmę, Jastrzębską Spółkę Węglową. Z sześciu kopalń JSW jesteśmy na drugim miejscu pod względem zysków - i mamy najniższe wynagrodzenia. Oto chodziło w strajku. Chcieliśmy równej płacy z resztą spółki.


Nie dostaliśmy wszystkiego, czego chcieliśmy, ale zdobyliśmy 10-procentową podwyżkę plus sumę ryczałtową i podwyżkę za 2007 rok. Płace mają być wyrównane do 2010 roku, a nie 2013, jak chciała dyrekcja. Specjalna komisja do wyrównania płac z reprezentacją związków zawodowych i dyrekcji już dziś rozpoczęła pracę.

Ostatnio rząd uległ żądaniom górników pracujących w dwóch dużych kompaniach - .in.. JSW. JSW jest spółką skarbu państwa, dlatego w rzeczywistości szefowie są polityczni. Myślę, że rząd zrobił z naszej kopalni poletko doświadczalne. Chcieli sprawdzić naszą determinację. No, i pokazaliśmy im. Duże związki - Solidarność i Związek Zawodowy Górników w Polsce (z OPZZ) - przeciwstawili się strajkowi. Ale byliśmy tak zdeterminowani, że nie powstrzymało to nas od walki.

Organizowaliśmy regularne masówki - zarówno pod ziemią jak i na powierzchni - żeby strajkujący byli doinformowani. Czasami dwa, trzy razy dziennie. Nastroje podtrzymywano również poparciem z Polski, ale także z zagranicy m.in. od związków zawodowych w Europie, eurodeputowanych, włoskich posłów, reżysera filmowego Kena Loacha i noblisty Dario Fo. Czuliśmy, że nie byliśmy izolowani.

W Budryku pracuje ok. 2400 górników - 700 brało czynny udział w okupacji, większość reszty nas popierała. W ostatnich dwóch dniach strajku szefowie próbowali organizować łamistrajków, zupełnie nieskutecznie. Ściągnęli ludzi z różnych zmian i mówili im, żeby się stawili rano pod bramą, Przyszło jedynie ok. 100 osób, z czego 15-20 "aktywnie" chciało wejść.


Szefowie próbowali również zwrócić żony i rodziny przeciw nam. Ale co wieczór organizowaliśmy spotkania dla nich przy bramie, aby wiedzieli co się dzieje. Żony przekazały swoją miłość i solidarność uczestnikom okupacji wewnątrz kopalni - mówiły, że dają sobie radę, i że nawet są gotowe głodować. Było to dla nas bardzo ważne. Żony nawet się zorganizowały, by przyjechać do Warszawy, żądając spotkania z wicepremierem Pawlakiem, który odpowiada za kopalnie. Pikietowały przed jego ministerstwem.


Rozmawiał Andrzej Żebrowski