„Wojna z terrorem” * „Wojna z terrorem” *
Jemen – najnowszy cel wojny USA
Jemen to kraj, o którym przez lata niewiele się słyszało. To jedno z najbiedniejszych państw świata - a jednocześnie miejsce starożytnych kultur i najstarszych na świecie kamiennych wieżowców stanowiących kulturowe dziedzictwo ludzkości. Jemen ostatnio powrócił jednak na czołówki gazet jako możliwy cel zbrojnego ataku USA. Przedstawiamy dwa artykuły pozwalające lepiej zrozumieć sytuacje w tym kraju i konieczność przeciwstawienia się planom Białego Domu.
Jemen stał się najnowszym “państwem zbójeckim” na celowniku prowadzonej pod komendą USA “wojny z terrorem”. Pojawiła się powódź słów o Jemenie jako “państwie upadłym” i wylęgarni ekstremizmu z rojącymi się terrorystami z Al Kaidy i wojowniczymi plemionami. Administracja Obamy ogłosiła plany więcej niż podwojenia amerykańskiej “pomocy w zakresie bezpieczeństwa” – wsparcia militarnego – dla tego kraju. Ostatni dokument budżetowy Kongresu USA tak wyjaśnił cele zwiększenia wydatków na Jemen: „Pomoc militarna zwiększy zdolność Jemeńskich Sił Specjalnych i Straży Przybrzeża do prowadzenia misji bezpieczeństwa, (…)jednocześnie pomagając osiągnąć cele USA w zakresie przeciwstawiania się terroryzmowi.” I czego nie sposób pominąć, brytyjski premier Gordon Brown planuje zwołanie międzynarodowego szczytu o Jemenie wraz z planowanym szczytem o Afganistanie, który odbędzie się 28 stycznia w Londynie.
Jemen faktycznie jest krajem niszczonym przez wojnę i niestabilność – jest to jednak wynik dekad imperialistycznej ingerencji w regionie. Nasilenie zachodniej interwencji tylko pogorszy  sytuację. USA już szkolą jemeńskie „siły bezpieczeństwa”. Są też dowody sugerujące, że USA przeprowadziły 17 grudnia 2009 r. dwa ataki przy pomocy rakiet “cruise”, które zabiły do 160 jemeńskich cywilów. Atak ten miał miejsce przed nieudanym zamachem na amerykański samolot ze strony studenta twierdzącego, że szkolił się z Al Kaidą w Jemenie. Pod presją zachodnich mocarstw rząd jemeński ogłosił zabicie dwóch członków Al Kaidy mających związek z rzekomymi groźbami pod adresem ambasad USA, Brytanii i Francji.
Rząd Jemenu jest niewiarygodnie skorumpowany i ma szokującą historię w zakresie praw człowieka. Jednak USA wciąż opłaca i podtrzymuje reżim prezydenta Alego Abdullaha Saleha. Saleh jest u władzy od 31 lat i obsadził wiele stanowisk swoją rodziną oraz przekupionymi rywalami. Jemen aż kipi z niezadowolenia. To jeden z najbiedniejszych krajów świata. Poziom edukacji porównywany jest z niektórymi z najbiedniejszych krajów Afryki, podczas gdy bezrobocie zapewnia istnienie wściekłych, pozbawionych praw obywatelskich młodych ludzi. Na kraju odciska się niszcząca wojna domowa.
Interwencja USA wywoła tylko większą przemoc i nędzę. Jednak nie tylko bezpośrednie opłacanie Jemenu ma wspierać interesy USA w regionie. Krajom ościennym powierzono obowiązki „psów stróżujących” oraz pieniądze, aby je właściwie wypełniały.
Amerykańskie finansowanie Arabii Saudyjskiej, na której USA polega z powodu ropy i zabezpieczania innych części regionu, także ma w tym roku się wyraźnie zwiększyć. W 2008 r. reżim dostał  ponad 49 mln dolarów, na 2010 r. planuje się więcej niż podwojenie tej sumy.
To wszystko w dodatku do milionów dolarów pochodzących z umów z handlu bronią, które USA zawiera każdego roku z Arabią Saudyjską. Są też niepokojące znaki, że USA jeszcze bardziej rozszerzy swe operacje w regionie. W budżetowym usprawiedliwieniu operacji zagranicznych na 2010 r. Kongres USA wyjaśnia, że: „Gdy terroryści szukają nowych i bardziej miękkich celów do uderzenia w regionie i zamierzają zwiększać swą obecność w sąsiednim Jemenie, Oman będzie potrzebował wsparcia USA w przeciwdziałaniu terroryzmowi, pomocy w patrolowaniu jego granic i przechwytywaniu dokonujących infiltracji, aby pozostać wolnym od aktów terrorystycznych.”
“Wojna z terrorem” uczyniła świat miejscem nawet bardziej niebezpiecznym i niestabilnym. Kierowana przez USA wojna, która zaczęła się w Iraku i Afganistanie, rozszerza się obecnie na Pakistan, Jemen, Somalię i poza te kraje. Jednocześnie kraje takie, jak Syria, Iran i Liban, figurują na liście „sponsorów terroryzmu”. Chociaż wygląda to na wojnę bez końca, gorzkie owoce konfliktu stają się coraz trudniejsze do przełknięcia nawet dla części establishmentu USA. Była ambasador USA w Jemenie, Barbara Bodine, stwierdziła ostatnio w kanadyjskiej gazecie Toronto Star: “Jeżeli pójdziemy dalej i uczynimy to naszą wojną (…)nagle stanie się to wojną przeciw nam i my ją przegramy”.  
Siân Ruddick
Konflikt w Jemenie został spowodowany przez imperializm
Na Bliskim Wschodzie, wzdłuż granicy Arabii Saudyjskiej z Jemenem, wybuchła wściekła, mała wojna. Jej korzenie tkwią w walce o kontrolę nad strategicznie ważnym krajem arabskim. W ostatnim incydencie saudyjskie samoloty wojskowe zostały oskarżone o zabicie przynajmniej 70 osób w masowym bombardowaniu wiosek mających być pod kontrolą szyickich rebeliantów, znanych jako Huti. Twierdzą oni, że od listopada miało miejsce 50 takich ataków. W sierpniu 2009 r. rząd jemeński wszczął masową ofensywę przeciw pięcioletniej rebelii szyitów. Szyickie klany wycofały się w górskie rejony wzdłuż granicy z Arabią Saudyjską – a w listopadzie do walki wciągnięte zostały saudyjskie wojska. Pierwsza ofensywa saudyjska w listopadzie skończyła się klęską. Rebelianci Huti zmusili saudyjskie wojska do ucieczki i zdobyli znaczne ilości sprzętu i amunicji. Od tego czasu miało miejsce szereg prób wyparcia rebeliantów ze strony sił saudyjskich. Ostatnie ataki są częścią tej kampanii. Konflikt przedstawiany jest jako mający miejsce między wspieranym przez Zachód jemeński rządem i jego saudyjskimi sojusznikami a szyickimi rebeliantami wspieranymi przez Iran i wyszkolonymi przez Hezbollah. Pasuje to do retoryki malującej region w ramach szerszego sekciarskiego konfliktu stawiającego szyitów przeciw sunnitom. Jednak rebelia ta jest o wiele bardziej skomplikowana. Oznacza ironiczny zwrot losu Huti i niepewny grunt bliskowschodnich sojuszy.

Podział
Jemen składa się w dwóch głównych regionów o różnej historii. To, co jest obecnie północnym Jemenem, było niegdyś częścią Imperium Otomańskiego. Po jego upadku w 1918 r. szyicka rodzina królewska rządziła północnym Jemenem z jego stolicy, Sany.
Południe, z kluczowym portem, Adenem, rządzone było od 1839 r. przez Imperium Brytyjskie. Region ten jest głównie sunnicki. W latach 50 – tych i 60 – tych XX wieku oba kraje ogarnęła ludowa rebelia zainspirowana rewolucją Gamala Abdula Nasera w Egipcie. Rebelianci w Adenie wszczęli wojnę wyzwoleńczą przeciw Brytyjczykom, podczas gdy sojusz niezadowolonych klanów i oficerów spiskował przeciw królowi na północy. W 1962 r. pucz zainicjowany przez pronaserowskich oficerów obalił króla. Znalazł on schronienie w Arabii Saudyjskiej. Traktowany jak bohater walki z “komunizmem” król zorganizował partyzantkę wspieraną przez Arabię Saudyjską, szacha Iranu i Zachód. Izraelczycy prowadzili regularne dostawy dla sił rojalistycznych i nawet oferowały zbombardowanie sił arabskich nacjonalistów obleganych w Sanie. W odpowiedzi Naser wysłał 70 tys. żołnierzy, aby stłumić rojalistyczną partyzantkę. Plan ten skończył się klęską. Wojska Nasera nie były w stanie zająć baz rojalistycznych w górach i ostatecznie wycofały się po klęsce Egiptu w wojnie z Izraelem w 1967 r. Siły wspierane przez Zachód przystąpiły do oblężenia Sany. Choć walki utknęły w martwym punkcie, zmusiły one oficerów, arabskich nacjonalistów, do ucieczki. Podczas gdy rojaliści cementowali swe zwycięstwo, na południu rebelianci narodowowyzwoleńczy ostatecznie pokonali Brytyjczyków i w 1967 r. ogłosili niepodległość. W 1969 r. południowy Jemen ogłosił się republiką socjalistyczną. Dwa Jemeny stały się reprezentantami nierozwiązywalnego konfliktu między Zachodem a rewolucjami arabskimi.
Po upadku ZSRR, oba kraje zjednoczyły się w 1990 r. Nowy Jemen ogłoszono triumfem Zachodu. Nowy rząd stał się jednoznacznym sojusznikiem Zachodu, a port w Adenie przekształcono w kluczową bazę morską USA. Szyickie klany poczuły się porzucone przez dawnych sojuszników. Izolowane i niefaworyzowane zaczęły domagać się większej autonomii. Pięć lat temu przekształciło się to w rebelię.
Jednocześnie władze jemeńskie musiały stawić czoła drugiemu wrogowi. Ludowe niezadowolenie, napędzane przez izraelskie ataki na Palestyńczyków i upadającą gospodarkę, znalazło wyraz na ulicach. Niezadowolenie to stworzyło żyzną glebę dla radykalnych grup sunnickich, podobno inspirowanych przez Al Kaidę, które przeprowadziły serię dobrze przygotowanych ataków na siły USA, w tym spektakularny zamach bombowy na niszczyciela USS Cole w porcie w Adenie.

Pole walki
USA zaczęło obawiać się, że Jemen zostanie rozsadzony przez zarówno szyickich, jak i sunnickich rebeliantów. Kraj ten został określony jako „baza zaplecza Al Kaidy” i nowe pole walki między Zachodem a Iranem. Zachód i jego arabscy sojusznicy pompowali pieniądze i broń, aby podtrzymać niepopularny rząd Jemenu.
Konflikt ma jeszcze inny gorzki wymiar. Wielu Jemeńczyków gardzi szyickimi klanami przez ich rolę w zniszczeniu republiki arabskich nacjonalistów. Jednocześnie wiele spośród radykalnych grup sunnickich jest głęboko niechętna szyitom, których traktują jako heretyków. Zachód obawia się obecnie, że kraj może być wciągnięty w trójstronny konflikt.
USA ogłosiło w grudniu 2009 r., że będzie wysyłać siły specjalne, aby pomóc reżimowi w walce z rebeliantami sunnickimi, podczas gdy Arabia Saudyjska wkracza, by „zająć się” rebeliantami szyickimi. Ostatnie saudyjskie bombardowania przypominają wypady sił egipskich w latach 60-tych. Wypady te okazały się nieskuteczne w wyparciu rebeliantów z ich górskich baz. Saudyjczycy Mogą znaleźć się w podobnym konflikcie – tym razem z wrogiem zranionym zdradą i dobrze wykształconym w sztuce wojny partyzanckiej.
Simon Assaf

Stronę tłumaczył Filip Ilkowski