* Naszym zdaniem * Naszym zdaniem * Naszym zdaniem
Edukacja na sprzedaż
W ubiegłym roku, 17 listopada, z okazji Międzynarodowego Dnia Studenta / Studentki w całej Europie tysiące młodych ludzi wyszło na ulicę by zaprotestować przeciwko komercjalizacji szkolnictwa wyższego. Protesty te były częścią szerszej fali manifestacji, strajków i okupacji, która od kilku lat przetacza się przez europejskie uniwersytety skierowanych przeciwko przemianom szkolnictwa wyższego arbitralnie narzucanym przez władze uczelni i ministerstwa, a dla studentów oznaczających konieczność płacenia za wykształcenie, które ich rodzice otrzymali za darmo.  
Europejskie szkolnictwo wyższe, choć dalekie od doskonałości, dotychczas opierało się na silnym założeniu, że powszechna i darmowa edukacja jest dobrem publicznym i dostęp do niej jest prawem każdego obywatela, bez względu na jego pozycje czy zasoby finansowe. Studia zatem, przynajmniej w ośrodkach publicznych były w zasadzie darmowe i nikt nie musiał zadłużać się lub narażać swojej rodziny na poważne wydatki, by zdobyć wyższe wykształcenie.

Deklaracja Bolońska
Sytuacja ta jednak zaczyna się zmieniać – zarówno władze uczelni, jak i ministerstwa edukacji w wielu krajach Unii Europejskiej, coraz częściej planują wprowadzenie opłat za studia wyższe na uczelniach publicznych. W czerwcu 1999 roku ministrowie edukacji z 29 krajów Unii Europejskiej przyjęli tzw. Deklarację Bolońską, wyznaczającą ogólny kierunek przekształceń, jakim powinny powinno zostać poddane szkolnictwo wyższe w krajach Europy. Autorzy deklaracji, powołując się na konieczność sprostania globalnej konkurencji, zdeklarowali rozpoczęcie procesu mającego dostosować szkolnictwo wyższe do nowych warunków.
Choć sama Deklaracja Bolońska nie wyrażała tego wprost, jej autorzy przyjęli, że wzorem dla uniwersytetów w Starym Świecie powinny być rozwiązania stosowane w Stanach Zjednoczonych. Jednak najbardziej uderzająca w treści Deklaracji Bolońskiej oraz innych podobnych dokumentów (jak Deklaracje Lizbońska czy Paryska) jest całkowita zmiana sposobu myślenia o wyższej edukacji. Odrzuca ona bowiem koncepcje wykształcenia i dostępu do wiedzy jako powszechnego prawa dostępnego wszystkim obywatelom bez względu na ich status majątkowy, a w zamian przyjmuje zupełnie inną wizję. Wiedza i kultura stają się towarami „produkowanymi” przez uczelnie wyższe funkcjonujące jak normalne przedsiębiorstwa kapitalistyczne, podporządkowane reżimowi rynkowemu i zobowiązane do generowania zysków w ramach nowej „gospodarki opartej na wiedzy”.
Jak zauważa holenderski socjolog Chris Lorenz: zwolennicy tej nowej wizji „przedstawiają uniwersytety jak przedsiębiorstwa zaś pracowników naukowych jako przedsiębiorców. Jednocześnie zaś prawdziwi przedsiębiorcy są teraz przedstawiani jako „akcjonariusze” tych MacUniwersytetów, uprawnieni do zasiadania w ich „radach nadzorczych’”. Tym samym Proces Boloński oznacza nie tylko wprowadzenie powszechnych opłat za studia, lecz także zupełną zmianę sposobu kształcenia oraz sytuacji pracowników akademickich. Przekształcenia te są przedmiotem oporu studentów i naukowców w wielu krajach, którzy obawiając się o swój własny los coraz częściej wznoszą okrzyk: Stop Bolonia!
Procesy te nie omijają Polski. Także u nas ciśnienie na stopniową komercjalizacje nauczania wyższego jest wyraźne. W czerwcu ubiegłego roku Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Barbara Kudrycka zaproponowała projekt reformy, w którym jednym z elementów było wprowadzenie częściowych opłat za studia dzienne. Otóż według tzw. pakietu Kudryckiej każdy polski student będzie mógł studiować za darmo tylko na jednym kierunku studiów, jeżeli będzie zaś chciał studiować równolegle na dwóch kierunkach lub rozpocząć kolejne studia po zakończeniu pierwszych – będzie już musiał zapłacić.
Rozwiązanie to wprowadza określony limit punktów ECTS (punktów określających wartość poszczególnych zajęć i kursów na uczelniach na podstawie ilości pracy, którą trzeba poświęcić na ich zaliczenie), za które student lub studentka będą mogli „wykupywać” sobie zajęcia w ramach darmowych studiów. Punktów ma starczyć na zaliczenie standardowych studiów magisterskich na danym kierunku, za wszelkie kursy dodatkowe będzie już trzeba płacić. Reforma ta, choć poważnie ogranicza możliwości edukacyjne młodych Polaków, reklamowana jest przez rząd jako mająca „uwolnić” uczelnie od studentów i studentek dotychczas beztrosko studiujących na kilku kierunkach.

Fabryki dyplomów
Proponowane przez rząd zmiany w systemie nauczania zakładają również podzielenie polskich uczelni na nieliczne uczelnie wiodące, dobrze finansowane przez państwo, i wszystkie pozostałe, które będą musiały sobie radzić same. Doprowadzi to do zwiększenia elitarności wyższego wykształcenia, które na odpowiednim poziomie będzie już oferowane tylko w kilku największych metropoliach kraju, podczas gdy wiele innych uczelni, które nie zaklasyfikują się do programu Ośrodków Wiodących upadnie lub zamieni się w taśmowe fabryki dyplomów. Kolejną „rewolucyjną” zmianą proponowaną przez pakiet Kudryckiej będzie dopuszczenie przedstawicieli kapitału do bezpośredniego współdecydowania o kształcie i treści programów nauczania, tak by odpowiadały one ich potrzebom. Lokalni przedsiębiorcy będą mogli zamawiać na uczelniach określone kierunki zależnie do tego jakiego typu umiejętności akurat potrzebują.
Jak piszą autorzy portalu Odzyskajedukacje.pl:  „Tacy pracodawcy nie będą prawdopodobnie ponosić żadnej odpowiedzialności za losy ludzi, o których kształceniu będą decydować. Państwo na spółkę ze studentami i studentkami będzie dbało o to, żeby ten czy inny pracodawca mógł za darmo wyszkolić sobie rzeszę bezrobotnych, z których dokona selekcji.” Pakiet Kurdyckiej jest prezentowany jako sposób na modernizacje polskiego szkolnictwa wyższego, przez wiele środowisk jednak jest odbierany jako krok w kierunku jego całkowitej komercjalizacji i utowarowienia. Mimo to projekt reformy został oficjalnie przyjęty przez rząd 28 października 2009 r.  
Jaka jest odpowiedź świata akademickiego? Ku naszemu zaskoczeniu okazuje się, że polscy uczeni są bardziej papiescy od papieża i zamiast sprzeciwiać się komercjalizacji są w poparciu dla niej nawet bardziej radykalni niż liberalny w końcu rząd. 2 grudnia 2009 roku Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich zaprezentowała środowiskowy projekt „Strategii Rozwoju Szkolnictwa Wyższego 2010-2020”, w którym postuluje wprowadzenie od 2015 powszechnych opłat za studia także na uczelniach publicznych, nawet jeśli będzie to wymagało zmiany konstytucji (artykuł 70 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stwierdza, że „nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna”). Zgodnie z uzasadnieniem takiego rozwiązania podanego przez KRASP wprowadzenie opłat na studia ma służyć kontroli („naturalnej regulacji”) studentów, poprzez zwalnianie z obowiązku płacenia czesnego m.in. tych, którzy podejmą się studiów na kierunkach odgórnie preferowanych.

Działania protestacyjne
Istnieją na szczęście w Polsce grupy studentów, które protestują przeciwko traktowaniu wykształcenia jako kolejnego towaru na rynku. Działający na Uniwersytecie Gdańskim „Otwarty Komitet Uwalniania Przestrzeni Édukacyjnych” (OKUPÉ) oraz istniejąca we Wrocławiu „Inicjatywa: Odzyskaj Edukację” od wiosny ubiegłego roku prowadzą działania protestacyjne, mobilizacyjne i informacyjne wśród studentów swoich uczelni. W Międzynarodowym Dniu Studenta / Studentki Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie zorganizowało ogólnopolski Alarm Dla Edukacji – akcję protestacyjną przeciwko antystudenckim projektom reform zakładającym wprowadzenie płatnych studiów. Większość tych działań nie odbija się jednak szerokim echem w świadomości Polaków.
Niedawna afera z Akademią Humanistyczno-Ekonomiczną z Łodzi ukazuje nam prawdę polskiego systemu skomercjalizowanej edukacji. Jedna z największych prywatnych uczelni w Polsce okazała się wielkim oszustwem, nie oferującym swoim studentom niczego poza nic nie znaczącymi dyplomami. I choć, oczywiście, istnieją prywatne uczelnie na wysokim poziomie, są one towarami luksusowymi, dostępnymi tylko dla garstki bogaczy. Dla reszty, którzy nie są w stanie ponieść wysokich kosztów kształcenia się w takich ośrodkach, pozostaje tylko „edukacja trzeciej kategorii” lub też brak jakiegokolwiek wykształcenia. I choć obecny Polski system szkolnictwa wyższego nie jest doskonały to proponowane przez rząd i elity projekty dalszej jego komercjalizacji jeszcze pogorszą sprawę, pogłębiając edukacyjne rozwarstwienie kraju i odbierając szerokim rzeszom ludzi możliwość jakiegokolwiek dostępu do edukacji na wysokim poziomie.
Dlatego też, razem z ludźmi na całym świecie, powinniśmy walczyć o darmową edukacje dla wszystkich i nie pozwolić, by to, co jest dobrem powszechnym – jak wiedza, kultura, język czy nauka – stało się prywatną własnością kogoś, kto będzie mógł z tego, naszym kosztem, czerpać zysk.  

Tomasz Skoczylas