* Naszym zdaniem * Naszym zdaniem * Naszym zdaniem *
Tusk przykręca śrubę - trzeba walczyć
Już nikt nie może udawać, że globalny kryzys ekonomiczny ominął Polskę.
Liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy zwiększyła się w grudniu 2008 r. aż o 76 tys. osób. wynika z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej – czyli codziennie 2500 osób ląduje na bruku. A to dopiero początek kryzysu. 16 stycznia Gazeta Wyborcza opublikowała informacje dotyczące planowanych zwolnień grupowych przez firmy, które informowały urzędy pracy o swoich zamiarach. Podano łączne dane dla województw oraz nazwy firm, mających w nich siedzibę i zwalniających najwięcej osób (patrz s. 4). Należy pamiętać, że liczby mogą ulec zwiększeniu wraz z pogorzeniem się kryzysu. Tylko kilka tygodni temu rząd w projekcie budżetu przewidział 4,8% wzrostu gospodarczego na rok 2009. Obecnie prognoza rządu mówi o 3,7% wzrostu. Jednak banki już oceniają, że w 2009 roku nastąpi recesja w Polsce – np. według Larsa Christensena, ekonomisty Danske Bank, wzrost wyniesie minus 0,5 proc. – czyli nie będzie wzrostu, ale skurczenie. Z bezrobociem jest podobnie. Prognozy tylko kilka tygodni temu były znacznie bardziej umiarkowane niż dziś.
Liderzy związkowi i potrzeba walki
Liderzy głównych central związkowych słusznie mówią, że trzeba podnieść poziom płac i obniżyć podatek VAT. Właśnie podatek VAT sprawia, że najwięcej podatków płacą osoby o najniższych dochodach. Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ „Solidarność”, mówi o konieczności podnoszenia płacy minimalnej, a Jan Guz z OPZZ chce większych podatków dla najbogatszych. Związki żądają specjalnych dodatków dla emerytów i rencistów. Z tym wszystkim nie sposób się nie zgodzić. Jednak jest też żądanie liderów związkowych dotacji dla firm prywatnych, by nie zwalniały pracowników. Chociaż jest to zrozumiałe, powinniśmy pójść dalej. Dlaczego wyzyskiwani pracownicy – czyli większość społeczeństwa – mają poprzez swoje podatki udzielać dotacji prywatnym firmom tak, żeby właściciele tych firm mogli nadal żyć z wyzysku? Jeśli firmy nie mogą funkcjonować bez zwalniania swoich pracowników, powinny zostać przejęte przez państwo.
Reakcja biznesu
Bezczelną reakcja biznesmenów nawet na te umiarkowane żądania liderów związkowych wyrazili członkowie organizacji kapitalistów. „Żądania związków rozwalą kraj. Nigdy na coś takiego się nie zgodzę,” histeryzował Jeremi Mordasiewicz z Lewiatana. „Jeśli związki nie zrezygnują z roszczeń, będą odpowiedzialne za masowe zwolnienia,” – dodał Andrzej Malinowski, szef Konfederacji Pracodawców Polskich. Zastanówmy się chwilę nad tymi absurdalnymi stwierdzeniami. Pomyślałby kto, że to związkowcy w ostatnim czasie inwestowali w papiery wartościowe, które okazały się być nic nie warte – tak jak to zrobili bankierzy i szefowie wielkich korporacji. Związkowcy są wykluczeni z procesu decydowania o inwestycjach, nie kierują firmami. Gdyby zwykli pracownicy mogli decydować demokratycznie o tym , co i jak produkować, nie byłoby już kapitalizmu. Dopóki takie czasy nie nastaną, dopóty nie można obarczać winą pracowników za kryzys gospodarczy. Z tego samego powodu pracownicy powinni odmówić płacenia kosztów kryzysu kapitalizmu. W ruchu związkowym musimy głosić jasne żądania, które są oparte na idei, że nie zgadzamy się na płacenie kosztów kryzysu. Takie żądania jak na przykład: Żadnych zwolnień upaństwowienie wszystkich firm, które chcą zwalniać swoich pracowników. Żadnych cięć płacowych ze względu na niewypłacalność (realną lub udawaną) firm – jeśli firmy nie stać na podwyżki, rząd powinien ją przejąć. Stop prywatyzacji służby zdrowia, oświaty i systemu transportu. Więcej dotacji państwowych w tych sektorach. Krótszy tydzień pracy za tę samą płacę, by zwalczać bezrobocie. Wycofać ostatnie zmiany podatkowe, które służą zamożnym i zwiększyć stopień opodatkowania bogatych.
Walka
Możemy mówić o tym, że nie chcemy płacić kosztów kryzysu. Jednak nie da się osiągnąć tego celu bez masowej walki przeciw szefom i rządowi. Pod koniec zeszłego roku wiele się mówiło o strajku generalnym, o walce w obronie pomostówek. Niestety, liderzy związkowi zadowolili się kilkutysięcznymi demonstracjami. Jednak rządzący nie powinni się cieszyć zbyt pochopnie. Kryzys powoduje, że ludzie czują strach, ale także gorycz wobec rządzących. A to wybuchowa mieszanka.