Naszym zdaniem * Naszym zdaniem * Naszym zdaniem *

Służba zdrowia chora

na neoliberalizm


Sytuacja polskiej służby zdrowia od wielu lat przedstawia się fatalnie – niskie płace personelu medycznego, zadłużenie licznych placówek i coraz bardziej ograniczony dostęp do bezpłatnej opieki medycznej. Kolejne strajki „białego personelu” stale przypominają nam o tych faktach.

Obecnie również sytuacja w służbie zdrowia jest niestabilna i grozi w niedalekiej przyszłości poważnym paraliżem tej niezwykle ważnej gałęzi opieki państwowej. Co można więc zrobić z pogarszającym się systematycznie stanem polskiego lecznictwa? Istnieją dwie główne, wyraźnie od siebie oddzielone, linie postępowania. Pierwsza, popierana przez większość społeczeństwa, uważa, że szpitale i przychodnie są miejscami ratowania życia i zdrowia, nie zaś miejscami robienia dobrych interesów i traktowania zdrowia pacjentów jako towaru. Druga – reprezentowana przez rządzących krajem polityków – wprost przeciwnie, twierdzi, że szpitale i przychodnie powinny być miejscami komercyjnymi, gdzie za duże pieniądze (ci, którzy je mają) będą mogli podreperować stan swojego zdrowia. Ta sama postawa dotyczy także medykamentów niezbędnych w procesie leczenia.

Doskonałym przykładem tego neoliberalnego myślenia są ostatnie wypowiedzi minister zdrowia – Ewy Kopacz. Nowa minister służby zdrowia – podobnie jak jej rządowi koledzy – widzi tylko jedno wyjście dla placówek zdrowotnych, pozostających w stanie chronicznego zadłużenia – prywatyzować, ciąć, zamykać. Zamykanie szpitali, które p. minister chyba dla żartu nazywa restrukturyzacją, polegać ma na tym, iż placówki służby zdrowia „zostaną przekształcane w spółki prawa handlowego i nie będzie już bezkarnego zadłużania placówek”. To, iż duża ilość szpitali może spełniać swoje funkcje ratowania zdrowia i życia, tylko pod warunkiem zadłużenia swojej placówki (co jest wynikiem zbyt niskiego finansowania z budżetu centralnego placówek zdrowotnych) zdaję się zupełnie nie interesować p. minister. Zadłużenie nie jest oczywiście niczym dobrym, ale po pierwsze wynika one z ciągłego niedofinansowania – placówki służby zdrowia dostają o wiele za mało środków żeby móc sprawnie funkcjonować przez cały rok, po drugie – poważne środki, które mogłyby znacznie poprawić sytuacje szpitali i przychodni, przeznaczane są na bezsensowne operacje militarne (Irak, Afganistan), czy też na zakup nieustannie zepsutych myśliwców F-16. Na to są pieniądze!

Nie znajdują się one nie niestety na to, co naprawdę potrzebne jest społeczeństwu. Idąc swoimi tokiem myślenia, p. minister bezustannie rozważa jakby tu jeszcze obciąć coś z wydatków na służbę zdrowia. Może oszczędzimy na lekach? I tak p. minister przedstawia swój projekt, w którym wyraźnie podkreśla, iż „przygotujemy negatywny koszyk świadczeń, czyli listę zabiegów, za które państwo nie zapłaci”. Zamiast myśleć o tym, jak najbardziej rozszerzyć tzw. koszyk świadczeń gwarantowanych, czyli zabiegów i lekarstw, do których państwo dopłaca, bądź refunduje je w całości, p. minister rozważa jakby tu wyciągnąć od pacjenta jak najwięcej. To jest właśnie ów menedżerski styl zarządzania, który w służbie zdrowia tak promuje Kopacz – jak ktoś nie ma pieniędzy, to niech lepiej nie choruje, nas interesują tylko ci, którzy mogą zapłacić. Lecz p. minister mówi ciągle o prawach pacjentów – zupełnie możliwe, że chodzi jej o prawo do cmentarza. W jaki bowiem sposób wielu ludzi, którzy już teraz nie mają czym zapłacić za potwornie drogie leki, będzie utrzymywało się przy życiu, jeśli koszyk świadczeń gwarantowanych zostanie jeszcze bardziej ograniczony – tego p. minister nie tłumaczy. Nieprzypadkowo więc przewodnicząca OZZiP, Dorota Gardias, stwierdza, iż w projekcie Kopacz jest „zbyt mało konkretów” i „wiele wątpliwości”. Warto dodać, iż projekt Kopacz przewidujący, iż „ZOZ-y będą spółkami prawa handlowego”, stoi w całkowitej sprzeczności z przedwyborczymi obietnicami Donalda Tuska, który uroczyście i wielokrotnie zapowiadał, iż nie będzie prywatyzacji placówek służby zdrowia. Wiadomo – człowiek z zasadami!

Chore, neoliberalne pomysły – zamykanie szpitali, sięganie do kieszeni pacjentów, tworzenie służby zdrowia tylko dla bogatych – nie uzdrowią polskiego lecznictwa. Przeciwnie – sprawią, iż coraz większa grupa obywateli będzie miała coraz bardziej ograniczony dostęp do placówek medycznych i niezbędnych leków.

Rozwiązanie musi być zupełnie inne. To co należy zrobić w pierwszej kolejności, to zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia. Należy regularnie zwiększać te nakłady, tak aby dostęp do bezpłatnej opieki medycznej i tanich leków mieli wszyscy potrzebujący. Bogacze, leczą się w prywatnych klinikach, wyjeżdżają do luksusowych sanatoriów, „kurują się” w Szwajcarii czy na Wyspach Bahama. My zaś musi walczyć o bezpłatną opiekę zdrowotną dla zwykłych ludzi, dla tych, których nie stać na drogie kliniki. W XXI wieku, bezpłatna służba zdrowia powinna być priorytetem dla każdego państwa.