Naszym zdaniem* Naszym zdaniem* Naszym zdaniem*

Po referendum:
Cięcia, cięcia i jeszcze raz cięcia

Po sukcesie w referendum unijnym rządzący chcą wprowadzić w Polsce głęboki program cięć. Skutkiem tych cięć wydatków budżetowych będzie więcej zwolnień i gorsze usługi.
Potwierdził to Aleksander Kwaśniewski, gdy powiedział: "Dzisiaj stoi przed nami już co innego: reforma finansów i operacja pod tytułem "Polska na 1 maja 2004 r.". Kwaśniewski wypowiedział te słowa w wywiadzie dla Gazety Wyborczej opublikowanym w dniu po referendum unijnym pt. "Trzeba by spróbować jak Schröder".
Żeby było jasne o co chodzi prezydent dodał "Chętnie bym dedykował postępowanie a' la Schröder polskim politykom, nie tylko premierowi. Kanclerz przedstawił trudny program na zjeździe partyjnym - Agendę 2010".
Agenda 2010 to polityka ogromnych cięć, które kanclerz Niemiec obecnie próbuje przeforsować. Zakłada m.in. zmniejszenie i skrócenie okresu wypłacania zasiłku dla bezrobotnych oraz obniżenie zapomóg dla osób długo pozostających bez pracy; sankcje wobec bezrobotnych odmawiających mało atrakcyjnej pracy; mniejszą ochronę pracowników małych firm przed zwolnieniem z pracy; podważanie umów zakładowych (na korzyść pracodawców); redukcję bezpłatnych świadczeń medycznych; dopłaty pacjentów do wizyt u lekarza i do leków, "reforma" systemu emerytalnego.

Politycy u Kwaśniewskiego
Wstąpienie do Unii oznacza, że cięcia w Polsce są pilne, bo trzeba się dostosować do wymogów członkostwa.
Polscy biznesmeni i politycy i tak chcieliby wprowadzić te cięcia. Jednak perspektywa wstąpienia do Unii wzmacnia panujących, bo są ściślej powiązani ze swoimi odpowiednikami w innych krajach UE.
Zaraz po referendum Kwaśniewski zaprosił polityków do siebie. Głównymi tematami były: reforma finansów publicznych, przygotowanie budżetu państwa na przyszły rok, stan gotowości Polski do akcesji do Unii Europejskiej oraz ewentualne przedterminowe wybory parlamentarne. Czyli cięcia i zmiany polityczne, które mogą ułatwić ich wprowadzanie.
Jednak cięcia te nie przejdą, jeśli zwykli ludzie w Polsce odpowiedzą na te ataki wzorem francuskich i austriackich pracowników. Noc po referendum w Polsce odbył się we Francji trzeci ogólnokrajowy strajk w ciągu trzech tygodni. A kilka dni przed polskim referendum w Austrii miał miejsce największy strajk od 1945 r. (zob. s 5). Prawdziwy podział w Unii to między zwykłymi ludźmi a superbogatymi i ich państwami.

Tak, ale...
Z wyników w referendum, oprócz polskich polityków, najbardziej zadowoleni byli:
* pracodawcy, którzy chcą łatwiej zwalniać pracowników,
* naczelnicy Kościoła, bo wiedza że wstąpienie do UE nie oznacza większych swobód w takich dziedzinach, jak aborcja czy prawa gejów.
* wielkie korporacje, niezależne czy są polskie, europejskie czy po prostu działające w Europie, bo wiedzą, że Unia jest kierowana ich interesami. (McDonald's, który chciał namawiać do pójścia do głosowania, włączył się w inicjatywę "Tak w referendum" i na swoich tackach miał przesłanie, że chodzi o przyszłość dzieci!)
* George W. Bush,bo teraz ma niesamowicie służalczego sojusznika w Unii.
Nastroje wśród zwykłych ludzi są inne.
Po 1989 ludzie naprawdę wierzyli, że będzie lepiej. Terapia szokowa Balcerowicza oznaczała, że iluzje bardzo szybko się rozwiały. Tym razem nie ma tak wielu złudzeń. Pod ogromną presją reklamową ponad 40 proc. i tak nie poszło głosować. Prawie co czwarta osoba głosowała przeciwko. Ludzie głosujący na "tak" w większości głosowali z nadzieją, że może być odrobinę lepiej. Rządzący, by wygrać, potrzebowali aż dwóch dni głosowania i ogromnych nacisków ze strony mediów, aby ludzie poszli do urn.
Główną słabością kampanii na "nie" było jej zdominowanie przez skrajną prawicę w LPR. Lider LPR Roman Giertych ze swoją nacjonalistyczną polityką na pewno przyczynił się do wielu głosów na "tak". W takich krajach, jak Irlandia i Norwegia w ostatnich latach widzieliśmy skuteczne kampanie przeciwko unijnemu establishmentowi (w Irlandii rząd musiał zorganizować kolejne referendum, by wygrać). Kampanie były skuteczne ponieważ zaangażowało się w nie wielu związkowców, nawet gdy liderzy związkowi byli prounijni.
W Polsce wyglądało to inaczej w znacznej mierze dlatego, że zorganizowana lewica poza SLD jest słaba. Jednak nastroje wśród zwykłych ludzi są lewicowe. Wiele osób, gdy mówi o Unii dostrzega (nawet jeśli głosowali na "tak"), że to klasa biznesu najbardziej będzie zyskiwać na wstąpieniu. Takie nastroje są gruntem na którym można budować prawdziwą lewicową politykę, która odrzuca neoliberalizm, militaryzm, nacjonalizm i ograniczenie swobód osobistych.
W przyszłych miesiącach możemy zapewnić, że radość rządzących będzie krótkotrwała. Trzeba łączyć walki przeciwko rządowym cięciom z kampanią przeciwko okupacji Iraku.
Musimy też zapewnić, że na Europejskie Forum Społeczne w Paryżu, w listopadzie, pojedzie jak najwięcej związkowców, antykapitalistów i ludzi, którzy po prostu mają dość. Będzie to Forum oddolnej dyskusji i walki - jakże inne od pseudoeuforii i pustych baloników bogatych euroentuzjastów.