SUDAN
Potrzebna pomoc - a nie żołnierze Zachodu


Czy okupanci Iraku mogą pomóc w Sudanie?

Na początku sierpnia żołnierze brytyjscy byli w stanie gotowości do ewentualnego wyjazdu do Darfuru w zachodnim Sudanie. 20 polskich żołnierzy ma tam wyjechać w ramach sił ONZ. Nikt nie wątpi o ogromie cierpienia w tym regionie, ale wysłanie tam sił zbrojnych może jeszcze pogorszyć obecną sytuację. To, czego potrzebuje Darfur to żywność, woda i wszelka inna pomoc, a nie bomby i karabiny. Tragedia Sudanu jest produktem kolonializmu, światowego systemu, który utrzymuje setki milionów Afrykanów na krawędzi głodu, w sieci intryg wielkich mocarstw i międzynarodowych korporacji. Imperialne potęgi, które zarządzają tym systemem, nie rozwiążą problemu Sudanu. W ich świecie ludzie wciąż głodują, nie mają dachu nad głową i nie mają dostępu do zasobów wody pitnej, podczas gdy USA wydaje rocznie 400 miliardów dolarów na zbrojenia. Przedstawiony w ubiegłym miesiącu raport ONZ dotyczący rozwoju pokazuje, że średnia długość życia w Afryce zmniejszyła się. W siedmiu krajach wynosi ona poniżej 40 lat. Niedożywienie i bieda zwiększa się.
Na temat kryzysu w Darfur panuje wiele błędnych przekonań. Sugeruje się mianowicie, że mamy tam do czynienia z walka między Arabami i Afrykanami. Niektórzy nawet mówią, że jest to walka między chrześcijanami a muzułmanami. Wprawdzie istnieją tam tradycyjne podziały miedzy grupami, ale podłoże konfliktu nie jest rasowe, lecz bazuje na ekonomii. Istnieją dwie kluczowe grupy w społeczeństwie Darfuru. Pierwsza to rolnicy, którzy uprawiają zboże. Drudzy to prowadzący koczowniczy tryb życia hodowcy bydła i wielbłądów. Pierwszą grupę media nazywają Afrykanami, drugą Arabami. Faktycznie obie grupy wyglądają tak samo, mówią tymi samymi językami, są od siebie współzależne, a w wielu przypadkach są ze sobą spokrewnione. Faktycznie te grupy ścierały się przez stulecia, ale także wchodziły ze sobą w stosunki rodzinne i współpracowały.

Kolonializm
To, co obecnie nazywamy Sudanem jest rezultatem ścierania się kolonializmu angielskiego i francuskiego w XIX wieku. Podział regionu nie nastąpił jednak według klucza etnicznego, co rodzi dzisiejsze konflikty. Podział taki miał oczywiście za zadanie uczynić rządzenie łatwiejszym. Od uzyskania niepodległości w 1956 roku rząd Sudanu tłumił gwałtownie wszelkie ruchy mające na celu uzyskanie regionalnej autonomii, ponieważ to mogłoby zagrozić jego panowaniu nad krajowymi złożami ropy. W ostatnim dziesięcioleciu ubóstwo Darfuru powiększyło się. W celu stłumienia rebelii rząd podkreślał różnice etniczne, zachęcając pewne grupy do postrzeganie siebie wyłącznie jako Arabów.
Nieudana interwencja Zachodu
Konflikty, takie jak w Darfur, nigdy nie wiążą się wyłącznie z tym, co dzieje się w skali lokalnej. USA było przez długi czas zainteresowane Sudanem. Nie jest wielką niespodzianka, że motywami tego zainteresowania były władza i ropa. W latach siedemdziesiątych Sudan został nowym sojusznikiem Zachodu w zimnej wojnie, kiedy rząd Jaafar Nimeiri odrzucił wcześniejsze powiązania z blokiem wschodnim. Stał się największym odbiorcą amerykańskiej pomocy w całej Afryce subsaharyjskiej. USA kontynuowało przekazywanie pomocy i redukowanie długów, chociaż rząd Sudanu prowadził na południu wojnę bardziej niszczącą niż obecna w Darfur. Ale w 1989 roku skończyła się zimna wojna, a w tym samym czasie islamski ruch Omara al-Bashira zagarnął władzę w Sudanie. Sudan wszedł w kolizję z USA, ponieważ nie chciał poprzeć wojny z Irakiem z 1991 roku. USA zareagowało zatrzymując pomoc żywnościową, kiedy w kraju panował głód.

Kraj terrorystyczny
Sudan został nazwany krajem terrorystycznym, ale nie można było zapomnieć o pieniądzach, i administracja Billa Clintona zaczęła robić interesy z rządem Sudanu w celu wykorzystania jego zasobów ropy. Polityka zmieniła się znowu po atakach bombowych na ambasady amerykańskie w Kenii i Tanzanii. W 1998 Clinton ogłosił, że Sudan wspiera terroryzm i wysłał pociski Cruise, aby zniszczyły sudańską fabrykę leków, która produkowała 50 procent krajowych leków i szczepionek weterynaryjnych. Zniszczenie zakładów al-Szifa skazało wiele ludzi na śmierć.
Bush powrócił tam, aby znów robić dobre interesy na sudańskiej ropie. Do niedawna USA tłumiły wszelkie wzmianki o Darfur, aby nie zaszkodzić stabilności wielkich korporacji.
Łukasz Polowoczyk