Dość zaciskania pasa!
Prasa, radio, telewizja od kilku
miesięcy triumfalnie donoszą o poprawie kondycji polskiej gospodarki, o coraz
wyższym wzroście gospodarczym. W związku z tymi optymistycznymi informacjami
serwowanymi przez rząd, pracownicy, którzy mają już dość zaciskania pasa, zaczynają
żądać by to, o czym donoszą media, zaczęło przekładać się na ich wynagrodzenia,
na poprawę sytuacji bytowej ich i ich rodzin.
W całym kraju związkowcy wysuwają postulaty płacowe. W największej polskiej
spółce produkującej stal, Ispat Polska Stal, zatrudniającej około 15 tys. osób,
związki zawodowe zwróciły się z oficjalnym żądaniem podwyżki o 250 złotych na
osobę. W górnictwie, gdzie w związku ze światową koniunkturą na węgiel rosną
zyski, górnicy chcą, by ich wynagrodzenia zostały podniesione od 25% do 35%
(różnie w różnych spółkach węglowych). Podobnie jest w sektorze naftowym, motoryzacyjnym
czy przetwórstwie spożywczym.
Wszędzie pojawiają się głosy, że poprawa warunków ekonomicznych firm - zysk,
jaki jest wypracowywany przez pracowników - powinien trafić do nich, mieć odbicie
we wzroście wynagrodzeń.
Jednak reakcja zarządów nie jest taka, jakiej oczekują pracownicy, co właściwie
było do przewidzenia. Mimo korzystnej sytuacji finansowej właściciele nie chcą
się dzielić pieniędzmi ze swoimi pracownikami, uważają ich żądania za nierealne.
Przedstawiciele zarządów firm przyznają, że choć wyniki finansowe spółek są
dobre, to załogi nie mają co liczyć na wzrost zarobków. Według kierownictw zawsze
jest mnóstwo powodów usprawiedliwiających nie podnoszenie pensji pracownikom.
Mówi się chociażby o konieczności inwestowania, przeprowadzania modernizacji,
tworzenia rezerw pieniężnych na wypadek obniżenia dochodów firmy w przyszłości
itd. Działania te na pewno jeszcze bardziej zwiększą dochody właścicieli, ale
nie oznacza to, że podzielą się oni zyskami z swoimi pracownikami.
Na przykład w Koksowni Zdzieszowice przychody i zysk netto powiększył się w
ostatnim roku o kilkadziesiąt procent, natomiast płace wzrosły tylko minimalnie.
Na pytanie zadane przez związki, czy zarząd zamierza podnieść pensje padła odpowiedź,
że nie jest to możliwe.
Ostatnio na Śląsku w związku ze wzrastającym zapotrzebowaniem na węgiel uruchamia
się na nowo dawno nie eksploatowane złoża. Potrzebni są doświadczeni pracownicy
do pracy w przedsiębiorstwach robót górniczych, które przygotowują nowe pokłady
do wydobycia. Zainteresowanie tym jest jednak niewielkie, ponieważ kandydatom
do zatrudnienia oferuje się wynagrodzenie o 40% niższe niż płaca w kopalniach.
Dlatego kierownictwo tych przedsiębiorstw zamiast poprawić warunki płacowe zamierza
zatrudnić górników z Ukrainy tłumacząc się koniecznością zachowania rentowności
firmy.
Związki są jednak zdecydowane na walkę o podwyżki. We wspomnianej wcześniej
Koksowni Zdzieszowice wszyscy pracownicy popierają te działania i są zdeterminowani
dalej domagać się zwiększenia wynagrodzeń, aż do wejścia w spór zbiorowy z pracodawcą.
Podobnie chcą postąpić w Ispat Polska Stal, i co bardzo ważne związkowcy z tego
zakładu nawiązali współpracę ze związkami z czeskich i niemieckich zakładów
należących do koncernu LNM (który kontroluje też spółkę Ispat Polska Stal).
Mają zamiar współdziałać, by razem wywierać presję na kierownictwo.
Pracownicy wiedzą, że w jedności jest siła i że wspólna walka to większa szansa
na zwycięstwo. Nie można pozwolić, by właściciele firm zwiększali swoje zyski
kosztem pracowników. Nie można ulegać propagandzie rządu, że pracownicy w Polsce
kosztują za dużo i nie należą im się godziwe wynagrodzenia.
Według GUS przeciętne miesięczne wynagrodzenie w gospodarce narodowej, wynosiło
w 2003 r. nieco ponad 2,2 tys. zł. Przecięty Polak zarabia miesięcznie o 145
euro mniej niż Węgier i 90 euro mniej niż Czech. Pensje w naszym kraju wciąż
są wyższe niż na Litwie i w Estonii, jednak dystans ten z roku na rok maleje.
s.9: Joanna Puszwacka