Zwrot na lewo, czy zwrot wyborczy?

Pod obrady Sejmu trafił wreszcie projekt ustawy o świadomym rodzicielstwie, przewidujący możliwość przerywania ciąży do 12 tygodnia, a w szczególnych przypadkach nawet później. Oczywiście, obowiązującą ustawę antyaborcyjną, zafundowaną Polkom przez prawicowy rząd na życzenie katolickich hierarchów, trzeba zmienić, i to jak najszybciej, bo jest zła - dyskryminuje kobiety, odbierając im prawo do decydowania o własnej rozrodczości i tym samym sprowadzając je do roli żywego inkubatora. W dodatku zbyt często zdarza się, że nie realizuje się prawa kobiety do przerwania ciąży nawet w sytuacjach, kiedy przepisy dopuszczają przeprowadzenie tego zabiegu, zasłaniając się etyką. Z tych samych przyczyn utrudnia się pacjentkom dostęp do badań prenatalnych. Nie jest tajemnicą, że przepisy ustawy antyaborcyjnej uderzają przede wszystkim w najbiedniejsze kobiety - te, których nie stać ani na środki antykoncepcyjne, ani na zagraniczną "turystykę aborcyjną" czy przeprowadzenie zabiegu przerwania ciąży w prywatnym gabinecie w Polsce. Bo to nieprawda, że - poza przypadkami ciąży będącej skutkiem przestępstwa lub poważnych wad genetycznych płodu - nie dokonuje się w Polsce aborcji. Dokonuje się, ale za duże pieniądze, bo kryminalizując zabieg aborcji ustawa spowodowała wzrost cen w prywatnych gabinetach lekarskich, często należących do tych samych lekarzy, którzy z przyczyn "światopoglądowych" odmawiają np. ofiarom gwałtu wykonania legalnego, bezpłatnego zabiegu w warunkach szpitalnych.
Ponadto, wbrew różnym zapewnieniom, ustawa antyaborcyjna nie spowodowała zmniejszenia się liczby aborcji, wyrzuciła je tylko z oficjalnej statystyki, która przecież nie obejmuje tzw. "szarej strefy". Nie wpłynęła też na zmniejszenie się ilości ciąż niechcianych - tu potrzebne są nie zakazy, lecz upowszechnienie wiedzy o środkach zapobiegania ciąży i powszechny dostęp do tych środków poprzez odpowiednio niskie ich ceny. Jedynym "pozytywnym" skutkiem działania tej ustawy jest wzrost dochodów prywatnych ginekologów, w dodatku - dochodów wolnych od podatku.
Nowelizacja ustawy antyaborcyjnej jest więc konieczna. Dlaczego jednak tej sprawy nie załatwiono wcześniej? Przypomnę, że w programie wyborczym ówczesna koalicja SLD-UP mocno eksponowała hasło liberalizacji warunków dopuszczalności przerywania ciąży, o czym nie chciała pamiętać jako koalicja rządząca. O innych zobowiązaniach wobec wyborców też zresztą szybko zapomniano. Dzisiaj ci sami ludzie, którzy przez trzy lata rządzenia niczego nie zrobili (nawet nie próbowali), kierują do sejmu projekt ustawy o świadomym rodzicielstwie. Wielką orędowniczką nowelizacji ustawy antyaborcyjnej jest na przykład Pani Izabela Jaruga-Nowacka, przewodnicząca UP, będąca członkiem zarówno obecnego, jak i poprzedniego rządu. Co zrobiła do tej pory? Co zrobili inni członkowie SLD czy UP - partii przez pomyłkę chyba określanych jako lewicowe - którzy przez całe te trzy lata zasiadali w rządzie lub parlamencie? Dlaczego dopiero teraz upominają się o prawa kobiet? Czyżby wreszcie obudziło się w nich "lewicowe sumienie"? A może po prostu uświadomili sobie, że kończy się kadencja i czas pomyśleć o następnych wyborach?