Daewoo
FSO
Żadnych zwolnień!
W Warszawie, 29 września, ok. 2 tys.
pracowników z żerańskich zakładów Daewoo FSO pikietowało siedzibę Ministerstwa
Skarbu.
W budynku miało miejsce walne zgromadzenie akcjonariuszy Daewoo FSO, które zdecydowało
w o zwolnieniach grupowych do 1.480 osób, z około 3.100 zatrudnionych w fabryce.
Kilka lat temu chwalono firmę Daewoo jako przykład nowoczesnego i skutecznego
kapitalizmu. Korporacja wpadła w kryzys. Pracownicy w Korei walczyli o swoje
miejsca pracy. Teraz w Warszawie połowa załogi ma trafić na bruk.
W Sejmie kilka dni po walnym zgromadzeniu wiceminister gospodarki, Jacek Piechota,
ogłosił, że Daewoo wycofa się z zarządzania spółką i kontrolę obejmie Skarb
Państwa.
Czyli rząd przyjmuje bezpośrednią odpowiedzialność za zakład. Nie może udawać,
jak zwykle to robi, że "nie jest stroną w konflikcie między pracodawcą
a pracownikami".
Rząd się martwi o wybuchową sytuację w górnictwie. Obawia się, że może nawet
dojść do ogólnokrajowej akcji strajkowej.
Szkoda więc, że liderzy związkowi akceptują zwolnienia.
Piechota powiedział, że "chyli czoła" przed związkami zawodowymi za
ich zrozumienie trudnej sytuacji.
Liderzy związkowi przekonują, że lepiej dopuścić do zwolnienia połowy załogi
niż całej. Nic bardziej błędnego. Nie ma gwarancji, że w niedalekiej przyszłości
nie będzie dalszych zwolnień, może nawet dojść do zamknięcia zakładu. Jedyną
obroną jest silna samoorganizacja pracowników FSO.
W Sejmie Piechota dodał, że przyszłość jest różowa dla przemysłu motoryzacyjnego,
ponieważ atrakcyjność Polski jako miejsca inwestycji znacznie wzrośnie po wstąpieniu
do UE.
Jednak doświadczenie z Daewoo nakazuje nie liczyć na inwestorów, tylko na własne
siły.
Trzeba wykorzystać fakt, że rząd przejął odpowiedzialność za zakład i żądać
od niego zachowania wszystkich miejsc pracy na Żeraniu i pełnej renacjonalizacji
FSO.