Cancun
To nasze zwycięstwo
Antyglobaliści, którzy przybyli do
Cancun, by protestować przeciwko spotkaniu Światowej Organizacji Handlu (WTO),
uznali fiasko i przerwanie obrad za swoje zwycięstwo, a zarazem za porażkę międzynarodowych
korporacji i wspierających je rządów. Choć niektórzy komentatorzy twierdzili,
że to "poważny cios dla światowej gospodarki" i "krok wstecz
w procesie poprawiania sytuacji najuboższych na świecie", ci którzy byli
rzeczywistymi reprezentantami ruchów społecznych z najbiedniejszych krajów i
którzy odegrali kluczową rolę w przygotowaniu akcji protestacyjnych w Cancun
maja zupełnie inne zdanie.
Walden Bello czołowy działacz światowego ruchu sprzeciwiającego się korporacyjnej
globalizacji powiedział, że fiasko WTO w Cancun to "zwycięstwo mieszkańców
krajów rozwijających się". Inna działaczka Anuradha Mittal określiła je
jako "osiągnięcie istotne dla obrony interesów ludzi biednych, pracowników
rolnych i prowadzących małe gospodarstwa rodzinne; dla mieszkańców Trzeciego
Świata, dla najbiedniejszych i imigrantów na całym świecie".
Podczas gdy rządowi delegaci spotykali się w salach luksusowego kompleksu hotelowego
w Cancun, odgrodzeni blokadami policyjnymi i zasiekami z drutu kolczastego,
protestujący dyskutowali na własnych spotkaniach i konferencjach. Zorganizowano
tam dwie ponad dziesięciotysięczne demonstracje w czasie których wkroczono do
strefy chronionej przez policję, niszcząc po drodze stalowe ogrodzenie mające
zapewnić ochronę delegatom WTO. Liczba i siła protestujących robiła ogromne
wrażenie mimo, że rząd meksykański ( na czele którego stoi były menadżer Coca-Coli)
nie pozwolił na wjazd do kraju wielu działaczom antyglobalistycznym.
Organizatorzy protestów z Cancun wywodzący się z organizacji o nazwie Sieć Ruchów
Społecznych wydali oświadczenie zatytułowane "Precz z WTO i z nieustannymi
wojnami". W tym dokumencie stwierdzają, że protesty w Cancun są skierowane
"przeciwko WTO, która wspólnie z międzynarodowymi korporacjami, Bankiem
Światowym i Międzynarodowym Funduszem Walutowym jest bronią masowego rażenia
niszczącą życie zwykłych ludzi. WTO to organizacja, dla której zyski są ważniejsze
niż ludzie i ich potrzeby, to ona stoi za prywatyzacją, czyli rozgrabianiem
surowców naturalnych np. wody pitnej i za komercjalizacją sektora usług publicznych
takich, jak służba zdrowia czy szkolnictwo".
Wnioski końcowe tego oświadczenia brzmią: "Nasza walka nie kończy się dzisiaj,
w Cancun. Musi trwać dalej. Musimy stale zwalczać neoliberalną politykę międzynarodowych
instytucji finansowych i ponadnarodowych korporacji, a także przeciwstawiać
się rządom, które taką politykę popierają." Wskazując na ścisły związek
między korporacyjną globalizacją a imperialistyczną wojną autorzy oświadczenia
deklarują: "Nie jesteśmy towarem. Nie jesteśmy na sprzedaż. Inny świat
jest możliwy. Precz z WTO. Zaprzestać wojen".
Ostre podziały w WTO
Gwałtowne protesty i demonstracje wokół miejsca obrad WTO, spowodowały zaostrzenie
podziałów między delegacjami biorącymi udział w obradach, podobnie jak miało
to miejsce w Seattle, w 1999 r. Przedstawiciele USA, Unii Europejskiej i G-22
(grupy państw rozwijających się z Brazylią, Chinami i RPA na czele), spierali
się bardzo ostro w sprawach rolnictwa.
Inny, poważny konflikt między obradującymi wybuchł, gdy USA i Unia Europejska,
działając w interesie międzynarodowych korporacji, zażądały stworzenia nowego
porozumienia w sprawie inwestycji. Ta propozycja była w zasadzie odgrzanym projektem
MAI (Wielostronnego Porozumienia Inwestycyjnego), zwalczanego w czasie ogólnoświatowej
akcji protestacyjnej kilka lat temu. Podobnie jak wtedy projekt nowego porozumienia
przedstawiony w Cancun, dawał wielkim korporacjom wolną rękę w prowadzeniu interesów
i zakazywał poszczególnym rządom ograniczania ich działalności.
Śmierć antyglobalisty
Gdy trwały spotkania delegatów na szczyt WTO, a na zewnątrz tłumy demonstrowały
swój sprzeciw, Lee Kyung Hae, 56 - etni farmer z Korei, popełnił samobójstwo
w proteście wobec polityki wolnego handlu narzucanej przez WTO.
Naoczny świadek tak opisuje to zdarzenie: "Demonstranci, około czternaście
tysięcy antyglobalistów, rolników, okolicznych mieszkańców - między innymi delegacja
południowo-koreańskich farmerów niosących trumnę - próbowała dostać się na teren
kompleksu, w którym odbywały się obrady szczytu WTO. W odległości sześciu mil
od celu zostali zatrzymani przez barykady i silne oddziały policji. Koreańscy
rolnicy najpierw rozbili ogrodzenie uderzając trumną o stalowe płoty barykady
i krzycząc "Śmierć WTO", potem spalili amerykańska flagę ," symbol
kolonizacji i ucisku biednych, głodujących i bezdomnych na całym świecie".
W tym momencie Lee Kyung Hae wspiął się na połamane elementy ogrodzenia i zadał
sobie cios w serce protestując w ten sposób przeciwko umowom wolnego handlu
doprowadzającym do nędzy małych farmerów. Lee już dawno mówił, że "ludzkość
znalazła się w niebezpieczeństwie z powodu niekontrolowanej działalności międzynarodowych
korporacji i małej grupy silnych państw zrzeszonych w WTO"".
Organizatorzy protestów w Cancun powiedzieli, że śmierć koreańskiego farmera
to krzyk ludzi wyrzuconych na margines, pozbawionych prawa do godnego życia.
W czasie następnej demonstracji po śmierci Lee, która zgromadziła jeszcze więcej
uczestników, tysiące studentów, rolników, związkowców, ludzi różnych narodowości
i kultur maszerując do centrum Cancum wołało: "Wszyscy jesteśmy jak Lee
Kyung Hae".
Gdy demonstranci prowadzeni przez delegację koreańskich rolników dotarli do
barykady pieczołowicie odbudowanej i wzmocnionej przez policję po poprzedniej
demonstracji, dosłownie ją zniszczyli.
Jak to ujął jeden z uczestników "Siła zjednoczonych ludzi zburzyła ściany
WTO".
Opracowała Joanna Puszwacka