Skandal wydalenia Ammara

Polskie władze wysłały człowieka do kraju, w którym jest zagrożony torturami a nawet śmiercią.
Pod koniec maja wydalono do Jemenu Jemeńczyka, Ahmeda Ammara, duchownego muzułmańskiego, który jest aktywnym działaczem przeciwko wojnie w Iraku.
W Jemenie Ammar został natychmiast aresztowany. Tymczasem w kraju tym stosuje się tortury i zabija protestujących przeciwko wojnie w Iraku (patrz obok).
Niestety, głos polskiej liberalnej inteligencji, Adam Michnik, przyczynił się do tej hańby.

Michnik
W Wyborczej Michnik napisał:
"Jedynym złym skutkiem ataku 11 września jest dla Ammara "duży nacisk, jakiemu zostali poddani muzułmanie, szczególnie ci mieszkający na Zachodzie".
Takie rzeczy wykłada poznański imam niewiernym, co pozwala sądzić, że pobożnym muzułmanom nie mówi nic innego.
Ten język - nasycony zaślepieniem i nienawiścią - cuchnie krwią; to jest mowa, która nieuchronnie prowadzi do mordu. Boję się takiej mowy."
O co tu chodzi? Przecież to Michnik twierdzi, że Ammar mówi o "jedynym" złym skutku ataków 11 września. Ammar mówi coś innego. W wywiadzie dla Wyborczej kilka dni później Ahmed Ammar jednoznacznie wypowiedział się o zamachach 11 września : "Oczywiście, że to jest złe. To jasne. Nie wolno zabijać niewinnych cywilów."
A w ogóle czy nie jest tak, że w publikacjach a' la Wyborcza "jedyny" tak naprawdę zły skutek wojny w Iraku to niezdolność sił zbrojnych USA, Brytanii i reszty "koalicji" do organizowania skutecznej okupacji a nie zabicie przez koalicję dziesiątek tysięcy Irakijczyków?
Polscy politycy reagując na aresztowanie Ammara wykazali się głupotą lub cynizmem.
"Jestem przekonany, że wojewoda, wydając decyzję o wydaleniu imama, nie pomylił się. Miało to pozytywny wpływ na bezpieczeństwo państwa", powiedział szef sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, Józef Gruszka (PSL). Według Konstantego Miodowicza (PO): "zapewne związki, które utrzymywał imam, zwracały uwagę nie tylko w Polsce, ale także w państwie, w którym poważnie traktuje się zagrożenie terroryzmem, a takim państwem jest Jemen". Wreszcie Aleksander Kwaśniewski powiedział że Ammar "dobrze wie" dlaczego ma opuścić Polskę. Bardzo przekonujące!
Przypomnijmy Ammar został wydalony po tym, gdy Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czyli tajna policja, ubecja, stwierdziła że ma o Ammarze pewną informację. Sugerowano, że Ammar kontaktował się z terrorystami. Gdyby tak było, to czy ABW nie pozostawiłoby Ammara w kraju, by zobaczyć czy inni nie są zaangażowani w terrorystyczne działania?
Dlaczego mamy ufać ABW? Informacja o Ammarze pochodziła od wywiadu USA, czyli od tych samych ludzi, którzy twierdzili, że Saddam Husajn posiada broń masowego rażenia.
Bardziej prawdopodobne jest to, że polskie władze chciały się wykazać lojalnością wobec George'a Busha. W tym samym tygodniu gdy Ammar został wydalony, w Brytanii mówiono o ekstradycji londyńskiego imama do USA. Jak wiadomo, Warszawa lubi małpować to, co robi Londyn czy Waszyngton.
Cieszyło, że w Poznaniu, podczas pikiety w obronie Ammara, Poznaniacy podchodzili, by podać mu rękę. Zwykli ludzie nie ufają Kwaśniewskiemu, tajnej policji czy prowojennej prasie. I mają rację.
Andrzej Żebrowski

Amnesty o Jemenie

Z raportu Amnesty International na rok 2004 czytamy:
Do 200 osób zatrzymanych w miesiącach po wrześniu 2001 r. pozostało w areszcie bez oskarżenia lub procesu. Odmówiono im dostępu do prawników. Cudzoziemcy nadal byli deportowani z "powodów bezpieczeństwa" do krajów, gdzie groziło im naruszenie ich praw człowieka. Według relacji dziennikarzy cztery osoby zostały zabite na demonstracji przeciwko wojnie w Iraku. Były zarzuty dotyczące tortur wokół których, jak się wydaje, nie przeprowadzono niezależnego śledztwa. Co najmniej 30 osób zostało straconych a dziesiątki, być może setki, pozostało skazanych na śmierć na koniec roku m.in. kobieta, która miała zostać ukamienowana.