Na lewym skrzydle

DOBRE WUJKI Z RZĄDU

Marek Belka to ludzki człowiek. Po raz kolejny pokazał to w czasie wyborów 13 czerwca. Zaatakowany przez rencistkę pytającą go, jak ma przeżyć za 500 złotych, Belka nie tylko nie zdzielił namolnej staruszki, ale ze zbolałą miną (przed obiektywami kamer) moralizował na temat bogaczy narzekających, że zabiera im się pięć złotych. Przekaz ze strony premiera był jasny - bogacze narzekają na to, że im się zabiera a tymczasem wielu żyje w skrajnej biedzie. Rząd, co oczywiste, staje w tym sporze po stronie biedaków. Belka, Hausner i reszta ekipy znani są bowiem z tego, że niemiłosiernie łupią bogaczy z pięciozłotówek, aby poprawić los rencistów.
"Weryfikacja" tych drugich mająca na celu zmniejszenie liczby pobierających renty i tym samym ograniczenie funduszy to tylko nieistotne uzupełnienie tej polityki.
Panujący dziś ministrowie, jako prawdziwie tolerancyjni i otwarci Europejczycy, stają także w obronie dyskryminowanych mniejszości. Widzieliśmy to na warszawskim Wiecu Wolności. który był protestem zarówno przeciw dyskryminacji gejów i lesbijek, jak i przeciw zakazowi przeprowadzenia corocznej Parady Równości. Wicepremier Jaruga Nowacka - choć sama się na nim nie stawiła, bawiąc w tym czasie z Kwaśniewskim w Pałacu Prezydenckim (obierając po raz trzeci rządowe insygnia) - wysłała demonstrantom list poparcia. Na wiecu licznie stawiła się delegacja SLD, na czele z kandydatami do europarlamentu (choć bez Anity Błochowiak w czerwonych skarpetkach). Ileż to było narzekań na homofobiczny sojusz Kaczora ze skrajną prawicą, któremu trzeba postawić tamę. A w jej postawieniu pomóc miał rząd i głosowanie na tolerancyjne partie rządowe.
Rządowi przyjaciele stawiać tamę homofobicznej prawicy zamierzali jednak… dopiero po wyborach i po konflikcie wokół Parady Równości. Dlatego będący częścią administracji rządowej wojewoda nie uchylił (choć mógł) zakazu demonstracji wydanego przez Kaczora. Sam rząd nie zwrócił się do wojewody w tej sprawie wybierając dyplomatyczne milczenie. Tolerancyjni i otwarci ministrowie czy wicepremierzy woleli wysyłać listy.
Ale na pewno się to zmieni… w następnej kadencji. Wtedy światli ministrowie z SLD-UP natychmiast zajmą się sprawą dyskryminacji gejów, jak również prawem do przerywania ciąży i dofinansowaniem środków antykoncepcyjnych. No… chyba, że ludzie nie zechcą na nich głosować. Sami będą sobie winni.
Ludzką twarz rządu w pełni ujrzeliśmy także przy okazji problemów służby zdrowia. Czegoż to nie robią dzielni ministrowie, aby poprawić sytuację zadłużonych szpitali, pielęgniarek bez wypłat i czekających w kolejkach pacjentów. A przecież tak trudno to wszystko pogodzić… Wiemy - pieniędzy nie ma (poszły na samolot wielozadaniowy F-16 i "naszych chłopców" w Iraku). Rząd więc kombinuje, głowi się, przedstawia kolejne programy, aby wszyscy byli zadowoleni i nikomu nie stała się krzywda.
Wicepremier Hausner - bez wątpienia z ciężkim sercem - przedstawił program tzn. "negatywnego koszyka świadczeń" oznaczającego, że pacjenci będą płacić za niektóre ze świadczeń zdrowotnych. Poza tym wprowadzone miały być opłaty za wizyty u lekarza. Tak, wszyscy wiemy, że to konieczne, bo z próżnego i Salomon nie naleje. Mimo to najgłębsza miłość do biednego ludu spowodowała, że rząd - w niemal cudowny sposób - zdołał wycofać się z wprowadzenia opłat. "Nieważne jak, ale pieniądze jakoś musimy znaleźć" - pomyśleli pewnie ministrowie. Bogaci znów będą więc drżeć o swe pięciozłotówki.
Nic to, że przeszedł "negatywny koszyk" i opłaty za zabiegi. Gawiedź będzie świętować fakt, że dzięki miękkiemu sercu ekipy Belki wciąż może chodzić za darmo do przychodni.
Czy to nie szczęście mieć tak miłosiernych władców?

FILIP ILKOWSKI