KOBIETA
PO CZTERDZIESTCE
SZUKA PRACY
Kobiety na Śląsku płacą wysoką cenę
za zmiany gospodarcze w tym rejonie.
Kiedyś Ślązaczki prowadziły stosunkowo dostatnie życie u boku mężów górników
zarabiających odpowiednio dużo, by utrzymać z jednej pensji całą rodzinę. Teraz
same zmuszone są wziąć na swoje barki ciężar zapewnienia bytu swoim bliskim.
Gdy w ramach restrukturyzacji górnictwa zwalniano górników obiecywano im, że
znajdą pracę w innych sektorach gospodarki. Obecnie jedna czwarta z 30 tysięcy
z nich nie ma pracy i środków do życia. To ich żony musiały przejąć rolę żywicieli
rodzin.
Są to często kobiety w średnim wieku, które w większości nigdy nie pracowały,
ponieważ w tradycyjnej śląskiej rodzinie kobiety po zamążpójściu pozostawały
na utrzymaniu męża, (jeszcze 15 lat temu na sto żon górników pracowało tylko
28). Przy tak dramatycznej sytuacji na rynku pracy, jaka jest teraz, znalezienie
zatrudnienia przez czterdziestoletnią kobietę bez doświadczenia zawodowego jest
prawie niemożliwe. Pozostaje praca na czarno, sprzątanie, opieka nad dziećmi,
handel. Pieniądze z tego są niewielkie, nie wystarczają na opłacenie rachunków,
nakarmienie mężów, dzieci.
W tej sytuacji zmuszone ciężką sytuacja ekonomiczną kobiety decydują się na
prostytucję. Zjawisko to nasila się wraz narastającym ubożeniem śląskich rodzin.
Jedna z osób pracujących w agencji towarzyskiej mówi: "w sklepie zarabiałam
600 złotych miesięcznie plus zasiłek na dziecko 150 złotych a samego czynszu
za mieszkanie płaciłam 450, teraz zarabiam do 4 tysięcy złotych na miesiąc,
mogę utrzymać siebie swoje dziecko, siostrę i jej córeczkę".
Kobiety nie przyznają się w domu, w jaki sposób zarabiają, a ich mężowie wolą
nie dociekać skąd biorą się pieniądze na czynsz, jedzenie, ubrania. Sam proceder
jest doskonale zorganizowany. Na przykład kobiety pracujące w krakowskich agencjach
towarzyskich wyjeżdżają co tydzień we wtorek busem do Krakowa ( rodzinom mówią,
że mają tam pracę w szwalni), wracają w niedzielę. Werbunek odbywa się przez
ogłoszenia lub znajome, które już tam pracują. Często proponowana jest najpierw
praca przy sprzątaniu w agencji albo zajęcie telefonistki. W ten sposób "oswaja
się " ofiary, by później wciągnąć je w seksualny biznes. Biznes, z którego
bardzo trudno się wycofać, dochodzi do wypadków zastraszania i pobicia kobiet
chcących zerwać z prostytucją. Cały proceder powiązany jest z środowiskiem śląskiej
mafii. Policja twierdzi, że przestępcy, którzy kiedyś kradli samochody teraz
przerzucili się na bardziej intratne agencje towarzyskie.
Dramat tych kobiet polega nie tylko na tym, że z powodu tragicznej sytuacji
finansowej swych rodzin są zmuszone zarabiać na życie prostytucją - zajęciem,
którego ujawnienie jest równoznaczne z zepchnięciem na margines społeczny. Mimo
swego poświęcenia spotykają się z potępieniem, jeśli ich bliscy dowiedzą się
o ich sposobie zarabiania. Często dochodzi do rozpadu rodzin, mężowie odchodzą
zabierając dzieci, tym bardziej, że w takich sytuacjach sądy rodzinne bardzo
ochoczo odbierają prawa rodzicielskie matkom. A przecież są to kobiety, które
tylko z powodu nędzy zdecydowały się na taki krok, jak praca w agencji towarzyskiej.
Chciałyby pracować w biurach sklepach, szpitalach czy szkołach, gdyby tylko
zapewniono im pracę i godziwą płacę.
Nasuwa się pytanie, czy tylko na Śląsku jest taka sytuacja. Znając dane statystyczne
o bezrobociu w Polsce wynoszącym ponad 20%, wiedząc, że brak możliwości znalezienia
pracy zawsze najpierw uderza w kobiety, można założyć, że nie jest to tylko
problem Śląska, lecz całego kraju. Przy szykowanych kolejnych cięciach budżetowych,
ograniczaniu wydatków na cele socjalne zjawisko to będzie narastać. Jaką hipokryzją
są słowa polityków o obronie wartości rodzinnych (przy okazji debat sejmowych
na temat edukacji seksualnej czy dopuszczalności aborcji), gdy w tym samym czasie
są oni odpowiedzialni za pogłębiające się ubożenie społeczeństwa, którego wynikiem
jest nasilenie patologicznych zjawisk społecznych.
Pobili, gdy chciała odejść
Zofia (45 lat) pilnowała dzieci u
właścicielki agencji towarzyskiej: - Pracowały u niej kobiety w moim wieku.
Zaczęły mnie namawiać. Mówiły, że dorobię sobie. Mam pięcioro dzieci. Troje
jeszcze się uczy. Zarabiałam w agencji nawet do 1,5 tys. zł miesięcznie.
Mąż Zofii domyślał się, co robi. Nie protestował, kiedy za zarobione w agencji
pieniądze wyremontowała mieszkanie.
Zofia nie pracuje już w agencji. Zanim pozwolono jej odejść, była bita i więziona.
- Kłopoty zaczęły się, kiedy usłyszałam, jak zmawiają się na dziewczynę, która
chciała odejść. Mówili, że ją pobiją, a dziecko załatwią. Ostrzegłam ją. Bardzo
mnie za to pobili - opowiada.
Jej mąż znalazł sobie inną kobietę. Dzieciom powiedział, czym zajmuje się matka.
Ostatnią Wigilię Zofia spędziła w Caritasie.
Joanna Puszwacka