Irak:
Zapomniane ofiary
Koszty okupacji stale rosną - a "cena
krwi" jest płacona przez irackich cywili. Generał Tommy Franks, pierwszy
prokonsul USA okupowanego Iraku, wydał słynne oświadczenie w sprawie irackich
strat wojennych: "we don't do body counts" (w wolnym tłumaczeniu "liczenie
trupów to nie nasza działka").
Organizacja Iraq Body Count (IBC), http://iraqbodycount.com/, to grupa wybitnych
naukowców i działaczy kampanii antywojennej, która skrupulatnie bada raporty
dotyczące ofiar cywilnych i prowadzi rejestr zabitych. W zeszłym miesiącu ich
liczba przekroczyła 10 tys.
W czasie działań wojennych i później sprawozdania w mediach o ofiarach cywilnych
pozostawały i nadal pozostają w cieniu informacji o ofiarach śmiertelnych wśród
żołnierzy koalicji, które pod koniec lutego sięgnęły 640 osób. Z tego 540 było
z USA, 59 z Wielkiej Brytanii a 41 z innych państw sojuszniczych.
Liczby mówiące o ilości zabitych żołnierzy, są przyczyną wielkiego zmartwienia
dla polityków, lecz sądząc z ich bezdusznego traktowania pogrążonych w żałobie
rodzin ta troska nie jest spowodowana humanitarnymi przyczynami, ale faktem,
że dane te obrazują stale narastający opór wobec okupacji.
Częstsze ataki
I choć tryumfalna deklaracja George Busha: o "zakończeniu głównych działań
wojennych" ogłoszona 1 maja zeszłego roku miała zwiastować koniec takiej
opozycji, analiza liczb daje zupełnie inny obraz sytuacji.
W okresie od upadku Bagdadu do maja ub. roku notowano tylko przeciętnie jedną
ofiarę śmiertelną wśród koalicjantów dziennie - było to dużo mniej niż średnio
siedem ofiar dziennie w okresie poprzedzającym zdobycie stolicy Iraku (począwszy
od początku inwazji).
Poczynając od 1 maja w ciągu następnych dziesięciu miesięcy ataki na żołnierzy
stawały się coraz częstsze. Wrzesień 2003 - 33 zabitych żołnierzy, był najlepszym
miesiącem dla koalicji, listopad 2003 - 110, był najgorszym.
Z ujawnionego tajnego raportu przygotowanego w zeszłym miesiącu w USA wynika,
że zanotowano w Iraku wyraźny wzrost opozycji wobec okupacji. Mówi się w nim,
że zmasowane ataki przy użyciu moździerzy, granatów ręcznych i ręcznej broni
są ponad dwa razy częstsze (z 316 w grudniu do 642 w styczniu) a liczba ataków
"niezagrażających życiu" takich, jak rzucanie kamieniami i ostrzeliwanie
z samochodów wzrosła z 182 w grudniu do 522 w styczniu.
Ponadto zanotowano w sumie 11 ataków na lotnictwo koalicyjne.
Porównywanie sytuacji w Iraku z wojną w Wietnamie wprawia amerykańską klasę
rządzącą w zaniepokojenie. Śmiertelne ofiary wojskowe w Iraku sięgnęły 324 w
ciągu siedmiu miesięcy. Natomiast w Wietnamie osiągnięcie tego stanu zajęło
dwa lata oficjalnego "zaangażowania" i to bez uwzględnienia czasu
wysyłania "doradców" dla proamerykańskiego reżimu południowo-wietnamskiego.
Manipulowanie mediami i zaciemnianie prawdziwego obrazu sytuacji w Iraku przez
rządzących nie zapobiega narastaniu kryzysu wśród żołnierskiego morale. Dobrym
przykładem tego zjawiska jest przypadek amerykańskiego żołnierza, Jeremy Hinzmana,
który w zeszłym miesiącu starał się o uzyskanie statusu uciekiniera w Kanadzie.
"Złożyłem ślub sobie, mojej żonie i mojemu synowi, że nie pojadę do Iraku,"
powiedział brytyjskiej gazecie " The Guardian". "Dla mnie była
to wojna toczona pod fałszywym pretekstem. Dr Blix (ekspert ONZ ds. broni) ciągle,
wiele razy sprawdzał, mówił, że nie było żadnej broni masowej zagłady. Oni wykorzystują
wydarzenia z 11 września, by zaspokoić swoją chciwość i zapotrzebowanie na ropę."
"Punkt telefonicznych porad prawnych dla żołnierzy", ośrodek pomocy
prawnej dla żołnierzy, notuje średnio 3, 5 tys. wezwań miesięcznie od wojskowego
personelu szukającego sposobu by opuścić siły zbrojne. Niewątpliwie główną przyczyną
tak masowej chęci odejścia z wojska było po raz pierwszy w historii tak wysokie
wykorzystanie Gwardii Narodowej i rezerwistów sięgające aż 40%.
Inaczej niż zwykli żołnierze, rezerwiści nie liczą się i nie chcą pełnić służby
za granicą.
"Mój syn odpowiadał za bezpieczeństwo znicza na Olimpiadzie: myślałam,
że właśnie tym zajmuje się Gwardia Narodowa" mówi Rosmarie Slavenas, której
syn zginął, gdy w listopadzie jego helikopter został zestrzelony w Iraku.
Mówiąc o wojnie w Wietnamie często wspomina się 58 tys. amerykańskich ofiar
śmiertelnych zapominając o 4 mln. zabitych Wietnamczyków, mieszkańców Kambodży
i Laosu. Podobnie śmierć obywateli Iraku (czy to żołnierzy czy osób cywilnych)
ledwo zasługuje na wzmiankę w głównych środkach przekazu.
Wobec odmowy rządu USA i jego sojuszników (także z Polski), by ujawniać liczbę
ofiar działań wojennych w Iraku, szczegółowe sprawozdania organizacji Iraq Body
Count na temat wypadków śmierci poniesionej poza polem walki, ( czyli ofiar
cywilnych) są istotną przeciwwagą dla umyślnej ślepoty okupantów. Przez opracowanie
bazy danych na podstawie potwierdzanych przez media raportów, sporządzono realistyczne
minimalne i maksymalne liczby cywilnych ofiar śmiertelnych (zakres ten w trakcie
pisania artykułu wynosi od 8 249 do 10 093).
Ale jak przyznają sami autorzy nawet ich praca zbyt nisko ocenia rozmiar strat
wśród Irakijczyków.
"Jest niemal pewne, że wiele przypadków nie jest jak dotąd, zanotowanych,
więc nawet maksimum podane przez Iraq Body Count nie jest zbliżone do skończonej
i ostatecznej liczby niewinnych ofiar śmiertelnych."
Zgodnie z prawem międzynarodowym siły okupacyjne mają obowiązek bronić bezpieczeństwa
i dobrobytu zajętego kraju. Oczywiście nigdy nie było to pierwszoplanowym zadaniem
koalicji - pęd by bronić irackiego ministerstwa przemysłu naftowego w czasie
gdy bez przeszkód plądrowano szkoły i szpitale jest tego dobrym przykładem.
Ale ich grzechy nie były tylko grzechami zaniechania. Kontraktowi robotnicy
spoza koalicji byli często zatrudniani przy niebezpiecznych pracach na linii
frontu (takich jak kierowanie pojazdami wojskowymi ) by odciągnąć ogień od wojsk
koalicyjnych. Ich śmierć rzadko jest załączana do listy ofiar.
Opracowała
Małgosia Chojnowska