Prawdziwe
oblicze
imperium
* W ubiegłym roku wojna w Iraku nie
była walką między demokracją a dyktaturą. Dziś też nie chodzi o wprowadzenie
demokracji. Od początku była to wojna między supremocarstwem a małym krajem
bez lotnictwa i z osłabionymi siłami zbrojnymi po 12 latach ekonomicznego embarga.
Chodzi o ropę, towar o strategicznym znaczeniu dla światowego systemu. Bush
używa sił zbrojnych, by kapitalizm amerykański w dalszym ciągu dominował w konkurenycjnej
globalizacji kapitalistycznej.
* Jeśli USA i ich sojusznicy przegrają w Iraku będzie to zwycięstwo dla demokracji
na całym świecie. Sojusz z USA pomaga w utrzymaniu u władzy dyktatur od Egiptu
po Uzbekistan i od Arabii Saudyjskiej po Tadżykistan. Gdy możliwości militarnej
interwencji USA na świecie zostaną ograniczone po ewentualnej klęsce w Iraku,
zostaną tym samym osłabieni dyktatorzy-sojusznicy Białego Domu.
*Ruch antywojenny na świecie, chociaż nie potrafił zapobiec tej wojnie, osiągnął
ogromne sukcesy. Hiszpania wycofała się z wojny w następstwie masowych protestów.
Obecnie popularność Busha spada a kariera Rumsfelda wisi na włosku, bo zwykli
Amerykanie nie chcą, by torturowano w ich imieniu. Wygląda też na to, że Tony
Blair nie przetrwa do kolejnych wyborów. Jeśli ruch antywojenny w Polsce przyczyni
się do wycofania wojsk z Iraku będzie to wielkim ciosem wymierzonym przeciwko
Bushowi. Polska w Iraku - jako "lider" w Europie Wschodniej, jako
kraj w którym liderzy demokratycznej opozycji przed 1989 r. byli bardzo pozytywnie
nastawieni wobec Waszyngtonu - ma większe znaczenie dla USA niż 2500 żołnierzy
uczestniczących w okupacji.