Antybush
na ekranie

Z recenzji "Fahrenheit 9/11" (tytuł oznacza "temperaturę, w której płonie wolność"), nowego filmu Michaela Moore'a (Gazeta Wyborcza 19.05.04):
"Michael Moore w Waszyngtonie podchodzi do jednego z kongresmanów z zatroskaną miną [na zdjęciu]: "Tak mało członków Kongresu ma synów w Iraku. Właściwie tylko jeden... Mógłby pan dać przykład i wysłać tam swoje dzieci?" - i podsuwa mu patriotyczne, wzywające do pójścia na wojnę broszurki. Kongresman, czując, że jest wrobiony, ucieka. Prezydent George W. Bush, którego Moore wziął na celownik, nie zdołał uciec. Kiedy za sześć tygodni "Fahrenheit 9/11" wejdzie na ekrany amerykańskich kin, szanse na powtórny wybór Busha znacznie zmaleją. Odczułem działanie tego filmu na sobie. Pomyślałem: Papież i ksiądz Musiał mieli rację - ta wojna nie miała sensu."
Gdy recenzent GW Tadeusz Sobolewski się radykalizuje, wszystko jest możliwe!