Pracownicza
własność -
czy rynek zawsze wygra?
Cechą wspólną wszystkich alterglobalistów
jest dążenie do jak najszerszej demokracji. Argumenty właśnie się toczą o znaczeniu
"najszerszej demokracji".
Wielu osób widzi, że stosunek szef-pracownik jest skrajnie niedemokratyczny.
Po rozmowie w cztery oczy szef może zwolnić mnie, ale nie ja jego. Więc co może
być skuteczniejsze niż przejęcie własności nad zakładami przez pracowników?
Tak, jak w przykładzie Porto Alegre, każda spółdzielnia pracownicza pokazuje,
że zwykli pracownicy potrafią organizować produkcję.
Jednak brutalność kapitalizmu nie polega tylko na dyktatorskich stosunkach w
każdym miejscu pracy, lecz także na ślepej konkurencji między zakładami, która
wywiera ciągłą presję na ograniczenie kosztów produkcji, w tym kosztów siły
roboczej.
Kapitaliści zwalniają więc pracowników, obniżają ich pensję lub, jak robi to
ponad połowa firm w Polsce, nie płacą pensji w terminie.
Kontrola nad pojedynczymi zakładami czy firmami nie wyzwala pracowników od tych
presji. Sami zostaną zmuszeni do wyrzucenia z pracy swoich koleżanek czy kolegów
lub do akceptowania niższych płac.
Uniontex w Łodzi jest przykładem firmy, w której pracownicy przejęli własność
w postaci akcjonariatu pracowniczego.
W strajku w Unionteksie w marcu 2003 r. uczestniczyło 260 pracowników. Gdy produkcja
ruszyła w nowej firmie rok później - pracowało tam tylko 130 osób.
By naprawdę wziąć gospodarkę pod demokratyczną, pracowniczą kontrolę pracownicy
muszą wspólnie organizować wszystkie zakłady i sektory gospodarcze po to, by
zlikwidować niszczycielską konkurencję kapitalistycznego rynku.
Dziś oznacza to organizowanie oporu przeciw atakom ze strony szefów i rządu
w postaci masowych strajków i protestów w ten sposób, by wzmocnić pracowniczą
samoorganizację. Nie oznacza natomiast tworzenia firm, które podlegają okrutnym
prawom systemu kapitalistycznego.