Na lewym skrzydle
WALKA STULECIA
Przyszłoroczne wyścigi do fotela prezydenckiego zapowiadają się coraz ciekawiej.
Jeszcze kilka tygodni temu pewnym championem wydawała się pani Jola. Tymczasem
pojawił się niespodziewany challenger, młody wilk, a raczej młody Lis.
Ich pojedynek może być prawdziwą walką stulecia - niczym Mohammad Ali z Georgem
Foremanem w Kinszasie. Pięściarskie pseuda też trzeba dostosować do rangi wydarzenia.
Skoro takiego Mike' a Tysona zwą "Bestią", bohaterowie pojedynku prezydenckiego
nie mogą być gorsi.
Jolanta Kwaśniewska nie brzmi najlepiej. To dobre dla pierwszej damy rozdającej
cukierki dzieciom, a nie dla prezydenckiego championa. Jolanta… Jola… może Kwaśna
Jola. Po angielsku byłoby ładniej: Acid J! Niestety jednak to krajowy championat,
więc trzeba kombinować dalej. Kwas to często substancja żrąca. Jola też może
wyżerać. Będzie musiała nieco zmienić image, ale w końcu przed walką to i tak
nieuniknione. A i kibice to kochają. Kochali Mike' a pożerającego ucho Holyfielda,
więc pokochają i… Żrącą Jolę! To imię tylko trochę nie bardzo… Lepsza byłaby
- LOLA. Jedna litera różnicy a brzmi sto razy profesjonalniej.
W czerwonym narożniku… do walki staje więc… broniąca tytułu w imieniu partnera
ze stajni - uwaga, uwaga - Żrącaaaaa Looooolaaaa!!!
Przejdźmy do challengera. Nazwisko ma stworzone do tego sportu. Szczwany Lis,
Chytry Lis czy Lis Ringowy, a może Lisia Główka - prawdziwe bogactwo odpowiednich
ksyw. A że lis jest rudy, mamy kolejną, niewyczeraną kopalnie określeń challengera.
Rude może być wszystko: Rudy Zabijaka, Cwaniak, Drań, Rzeźnik, Wampir, Kąsacz,
Bombardier i… co tylko chcecie.
Podstawowym problemem jest jednak pucałowata gęba i odlotowa fryzura pana Tomasza.
Nawet w przypadku Żrącej Loli aż tak nie rzucało się to w oczy. Ktoś powie -
można z tego zrobić atut. Taki rewolwerowiec - Billy the Kid - miał twarz dziecka
i też nie pasował do wizerunku a karierę zrobił jak nikt z branży. Może więc
zostawić lisie skojarzenia i pójść tropem drzemiącej bestii w ciele japiszona:
Młot Przedziałek, Żelowy Potwór albo… Ulizana Żyleta! A w skrócie: Liz Żyleta!
Jest więc i challenger… stanie w niebieskim narożniku… niepokonany w stu walkach
o prowadzenie programów informacyjnych… pokonany tylko w ostatniej walce o TVN…
Wielka Nadzieja Oligarchów… Liiiiizzzz Żyleeeetaaaa!!!
Legendy ringu wiele zawdzięczają swoim promotorom. To prawdziwi baronowie boksu
- bogaci i tłuści - będący na drugim planie, ale pociągający za sznurki. Bez
ich złota i dolarów zamiast wielkiego show mielibyśmy tylko amatorskie bitki.
W walce o fotel prezydencki jest tak samo. Ba, kasa jest nawet większa. Spójrzmy
na stajnie naszych bohaterów. Z jednej strony stajnia Żrącej Loli i licznych
obecnych championów, łącznie z posiadającym pas prezydencki, o nazwie Szmal,
Luksus, Dekadencja (SLD). Stajnia to bogata, bardzo bogata. Kręcą się wokół
niej znani promotorzy sportu, jak Kulczyk czy Gudzowaty. Ostatnio ma małe problemy
- ktoś coś ukradł, kogoś chcą wsadzić - jak to w bokserskim światku!
Liz Żyleta nie jest jednak bez szans, gdyż promować go może ambitna i dynamicznie
rozwijająca się stajnia - Pięść Oligarchów (PO) - pieszczochy polskiego biznesu
a szczególnie budowniczych mostów w Warszawie.
Już niedługo staną naprzeciw siebie i skrzyżują pięści. Odskakiwać będzie nażelowany
łeb Żylety, pęknie łuk pod wyskubaną brewką Loli. Zdjęcia bohaterów ringu zawisną
w każdym domu. Gawiedź oszaleje z emocji przed telewizorami, a może i na ulicy.
I w końcu w telewizji przestaną narzekać, że społeczeństwo izoluje się od życia
politycznego.
FILIP ILKOWSKI