STOP okupacji Iraku*
Nie ma demokracji, nie ma broni masowej zagłady
Argumenty pozbawione wiarygodności
Podczas gdy Tony Blair uczepił się
broni masowej zagłady (BMZ) jako usprawiedliwienia ataku na Irak, amerykańska
administracja bardziej trzyma się argumentu usunięcia Saddama Husajna i wprowadzenia
demokracji w Iraku.
Im dłużej trwa okupacja, tym bardziej staje się jasne, że oba argumenty pozbawione
są wiarygodności.
David Kay, głowa Irackiej Grupy Badawczej szukającej BMZ, ostatniego miesiąca
podał się do dymisji twierdząc, że nie wierzył, iż była tam jakakolwiek BMZ
od zakończenia wojny w Zatoce w 1991 roku.
Ograbiony
Tymczasem 60 do 70 procent Irakijczyków jest bezrobotnych, odbudowa Iraku dokonywana
przez spekulantów z firm Halliburton i Bechtel opóźnia się i jest spartaczona,
a w Bagdadzie częste są braki prądu, trwające nawet do 10 godzin dziennie. Irakijczycy
mają wrażenie, że ich kraj został ograbiony - wśród dzieci popularna jest przyśpiewka:
'George Bush - Ali Baba!'.
A więc jaka demokracja? Paul Bremer upiera się, że jest "za mało czasu"
na zorganizowanie wolnych wyborów przed ustalonym (narzuconym z góry przez USA)
ostatecznym terminem 30 czerwca. Jego plan ma na celu zastąpienie wyborów przez
powoływanie komitetów złożonych z "wielkich i wspaniałych" z każdej
z 18 irackich prowincji, którzy następnie wyznaczą "komitety wyborcze".
One z kolei wybiorą reprezentantów do zgromadzenia tymczasowego, które przejmie
władzę od tymczasowej Irackiej Rady Zarządzającej. 'Wolne wybory' będą musiały
poczekać do 2005 r. Jak pokazuje Naomi Klein, władzę będą sprawować marionetki
zhierarchizowane w piramidzie, na szczycie której stać będzie George W. Bush.
Demonstracja
Szyicki przywódca Ajatollah Al Sistani zezwolił swoim wiernym 'rozmawiać z Amerykanami,
ale przy każdej okazji pytać, kiedy zamierzają wyjechać'. Sabah Al Qaisi z sunnickiego
konsulatu powiedział dla brytyjskiej gazety The Guardian: 'Chcemy prawdziwych,
wolnych i przyzwoitych wyborów. Wybory pod okupacją nie są właściwym rozwiązaniem.
Chcemy, żeby Amerykanie wyjechali, dopiero wtedy przeprowadzimy wybory'. Pod
koniec stycznia byliśmy świadkami największej od zakończenia wojny demonstracji,
ze 100 tys. Irakijczyków maszerujących o demokrację.
Rozpadają się marzenia Busha o możliwości utrzymywania, w obliczu nadchodzących
wyborów prezydenckich, że USA będą wycofywać się ze stabilnego dla nich Iraku.
Bitwa o rzeczywistą demokrację może być wygrana na ulicach.