Po wyborach
w USA
Ruch oporu może pokonać Busha
Bush pozostaje głęboko niepopularny
Świat obudził się 3 listopada
ze smutną perspektywą czterech kolejnych lat z Georgem Bushem.
Miliony będą czuły rozpacz i strach o przyszłość. Kolejne miliony poczują gorycz
z tego powodu, że Stany Zjednoczone pozostały w rękach zbrodniarza wojennego,
który przyczynił się rzezi w Iraku, Afganistanie i Palestynie.
Dzisiaj te miliony zadają sobie dwa pytania: Jak Bush mógł powrócić do Białego
Domu? Co mamy zrobić, aby zatrzymać jego globalne rządy terroru?
Bush był i pozostaje głęboko niepopularny. Rzadko kiedy prezydent wzbudza taki
wstręt, zarówno za granicą, jak i w kraju. Trzeba pamiętać, że nie poparło go
70 procent wyborców.
Wybory prezydenckie w Stanach były dla Kerry'ego z góry przegrane. Sam się do
tego przyczynił, popierając działania Busha w Iraku, wojnę z terroryzmem, Patriot
Act i mnóstwo innych spraw.
Nic dziwnego, że Kerremu nie powiodła się mobilizacja amerykańskiej klasy pracującej.
Frekwencja pośród Czarnych Amerykanów i związkowców była niższa niż wśród ogółu
ludności. Demokraci nie mogą tym razem winić niezależnego kandydata na prezydenta,
Ralpha Nadera - który sprzeciwiał się wojnie i skorupowania polityki w Stanach
przez wielkie korporacje - za swoją porażkę zmobilizowania antybushowskiej większości.
Klęska Kerry'ego stawia poważne pytania dla lewicy w Stanach. Zbyt wielu czołowych
antywojennych aktywistów - Michael Moore, Naomi Klein, Noam Chomsky, Michael
Albert - publicznie poparło Kerry'ego.
Zbyt wiele osób znieważało i oczerniało Nadera. Zniechęcało to przede wszystkim
do poparcia radykalnej lewicy i ruchu krytykującego Busha. Umożliwiło także
Kerremu i demokratom kontynuowanie zabójczej polityki przystosowywania się do
działań republikanów we wszystkich głównych sprawach. Wypływa z tego jasna lekcja:
lewica i ruch antywojenny nie mogą się opierać na jednym podżegającym do wojny
miliarderze, aby pokonać innego, też podżegającego do wojny miliardera w nadziei,
że wywoła to działania przeciw wszystkim podżegającym do wojny miliarderom.