Po EFS w Londynie...
ŁĄCZMY PROTESTY
Kolejne znaczące wydarzenie
w ruchu alterglobalistycznym, antykapitalistycznym i antywojennym miało miejsce
w październiku, w Londynie. Tym razem Europejskie Forum Społeczne zajęło stolicę
imperialistycznej polityki w Europie - miasto głównego sojusznika USA, Tony'ego
Blaira, siedzibę neoliberalnej polityki prywatyzacji i cięć rozpoczętej przez
Margaret Thatcher i kontynuowanej właśnie przez Blaira.
Skoro brytyjskie wojska są okupantem numer dwa w Iraku nic dziwnego, że sprawa
wojny i imperializmu była mocno obecna na EFS w Londynie. Spotkania nt. Iraku,
Palestyny, imperializmu brytyjskiego i amerykańskiego zgromadziły kilkutysięczne
tłumy. Demonstracja zakończająca Forum była przede wszystkim protestem przeciw
okupacji Iraku. Słychać było głosy, które krytykowały mocny akcent antywojenny
w Londynie. Pochodziły one przede wszystkim ze strony bardziej umiarkowanej
części ruchu, która uważa, że zajęcie się sprawą Iraku jest jakimś "wypaczeniem"
dla ruchu alterglobalistycznego i, że teraz trzeba wrócić do spraw czysto gospodarczych
(globalizacji, liberalizacji, deregulacji, prywatyzacji, wolnego handlu itp.).
Sądzimy, że głosy te są błędne. Celem militarnej, imperialnej ofensywy klasy
panującej USA (z sojusznikami) jest torowanie drogi dla jeszcze mocniejszej
dominacji wielkich korporacji i mocarstw nad światem. Widzimy, co już zrobili
w Iraku: zliberalizowali gospodarkę, sprywatyzowali przedsiębiorstwa na rzecz
zagranicznych firm, wprowadzili ulgi podatkowe dla korporacji, itd. USA martwią
się o swoją osłabioną pozycję gospodarczą w stosunku do swoich konkurentów:
Europy, Japonii, Chin i używają swojej wciąż ogromnej przewagi militarnej, żeby
polepszyć tę pozycję.
Przegranie projektu imperialnego w Iraku zahamowałoby możliwości interwencji
amerykańskiej w krajach, gdzie ludzie walczą przeciw modelowi neoliberalnemu,
tak jak np. w wielu krajach Ameryki Łacińskiej lub w Nigerii. A zwycięstwo militarne
Busha oznaczałoby ogromny skok wstecz dla ruchu przeciw kapitalistycznej globalizacji.
Wygranie wyborów w USA przez Busha nie oznacza jednak, że wygra wojnę w Iraku.
USA mają ogromne problemy z ruchem oporu w Iraku i z protestami antywojennymi
w Stanach, Europie i reszcie świata. Dlatego działalność antywojenna jest kluczowa
dla całego ruchu alterglobalistycznego w najbliższej przyszłości - również w
Polsce. Demonstracja 20 listopada w Warszawie jest szansą, by zwiększyć protesty
i głośno zażądać wycofania wojsk i zakończenia okupacji, przerwania masakry
ludności irackiej w Faludży i innych miastach (patrz s. 12).
Coraz większa liczba ludzi widzi, że okupacja Iraku i ataki na standard życia
pracowników i bezrobotnych, zdemolowanie służby zdrowia itp. to dwie strony
tego samego medalu. Śmierć ludzi w Iraku i ubóstwo ludzi w Polsce idą w parze.
Włączenie ruchu pracowniczego w protesty antywojenne jest więc potrzebne - tak,
jak ma to miejsce w wielu europejskich krajach.
Bez walczących pracowników, związkowców ruch przeciw kapitalistycznej globalizacji
jest dużo słabszy. Duży udział związkowców w EFS - również z Polski grupa była
większa niż wcześniej - był bardzo pozytywnym znakiem. Klasa pracownicza nie
umarła (zob. art. o strajku w Oplu) i także w Polsce widzimy oznaki, że pracownicy
zaczynają nabierać pewności siebie, żądać podwyżek i organizować protesty. Najskuteczniejszą
bronią w walce o podwyżki i w obronie miejsc pracy jest strajk, który od razu
uderza w portfel pracodawców. Strajk pracowników Opla jest tego dobrym przykładem.
W najbliższej przyszłości na pewno wybuchną strajki i akcje pracowników. Zadaniem
alterglobalistów jest solidaryzowanie się z tymi protestami.
Ruchowi potrzebna jest polityka, w szerokim zrozumieniu tego słowa. Na EFS w
Londynie widać było, że ruch jest bardzo szeroki, obejmuje wiele różnych tendencji
politycznych. Stanowi to siłę ruchu bowiem świadczy o jego wielkości. Może być
jednak także słabością, jeśli ruch nie ma strategii dla dalszego rozwoju. Dlatego
dyskusje i debaty są bardzo ważne a taktyka przerywania siłą spotkań innych
alterglobalistów, stosowana przez niektórych anarchistów, beznadziejnie błędną.
Wiele ruchów na świecie doświadczyło upadku, co najmniej tymczasowego, ponieważ
ludzie ufali jakimś parlamentarnym politykom, którzy potem zostali zdominowani
przez wielki biznes i międzynarodowe instytucje. Chcąc uniknąć takiego losu
trzeba pokazać, jaka jest alternatywa wobec polityki odgórnego parlamentaryzmu.
Naszym celem jest obalenie kapitalizmu i zastąpienie go prawdziwą, oddolną demokracją,
która obejmuje wszystkie sfery (ekonomiczne, polityczne, militarne) społeczeństwa,
które dziś są kontrolowane przez małą, bogatą mniejszość, czyli "świat
dla ludzi, nie dla zysku". Tylko ruch masowy, którego rdzeń stanowią zorganizowani
pracownicy, może to osiągnąć.
Oznacza to, że trzeba popierać każdą akcję pracowników, która może wzmocnić
i zbudować taki ruch. W niektórych sytuacjach narzędziem do wzmocnienia ruchu
pozaparlamantarnego może być również alternatywa wyborcza taka, jak nowopowstały
sojusz wyborczy Respect w Anglii i Walii czy Wyborcza Alternatywa (WASG) w Niemczech.
Niestety Unia Lewicy Izabeli Jarugi-Nowackiej nie może odegrać takiej roli,
ponieważ nie zerwała z rządem, przeciw któremu taki prawdziwy lewicowy sojusz
wyborczy musiałby walczyć. Alternatywa wyborcza, którą chcemy zbudować musi
bazować na ruchach pracowniczych, antywojennych i społecznych, które działają
przeciw antypracowniczej polityce rządu-okupanta, a nie na partii wicepremier
tego rządu…