Irak
to wciąż wielki
kryzys dla Busha
Ciągle panuje wielka antypatia
wobec Busha, szczególnie wśród ludzi pokrzywdzonych w Stanach, więc jego zwycięstwo
nie gwarantuje czterech wolnych od kłopotów lat.
W 1968 roku Richard Nixon pokonał Huberta Humphreya w walce o prezydenturę,
zwracając się do "milczącej większości" konserwatywnych Amerykanów.
Nixon został ponownie wybrany w 1972 r. Jednak w ciągu dwóch lat prawica republikańska
znalazła się w kryzysie. W 1973 r. Nixon musiał wycofać wojska amerykańskie
z Wietnamu. Skandal Watergate, który wybuchł w następnym roku, zmusił go do
hańbiącej rezygnacji ze stanowiska. Do jego pokonania przyczyniło się z jednej
strony powstanie ruchu sprzeciwu wobec wojny w Wietnamie, z drugiej dzielny
opór samych Wietnamczyków.
Bush staje wobec jeszcze większego kryzysu. Okupacja Iraku spowodowała już według
ostatnich szacunków śmierć 100 tys. osób, a opór Irakijczyków może tylko wzrastać.
Morderczy atak na Faludżę spowoduje tylko reakcję przeciw imperializmowi amerykańskiemu
na całym świecie. Gdyby opór iracki zbiegł się z silnym międzynarodowym ruchem
solidarnościowym, to moglibyśmy doczekać się upadku imperium Busha. Przegrana
Kerry'ego pokazuje, co mogłoby się stać, gdyby ruch ten zaprzestał mobilizacji,
a lewica nie zdołała zaproponować alternatywy wobec partii wielkiego biznesu.
Teraz czas na to, aby ruch solidarnościowy sprowadzić z powrotem na ulice, w
miejsca pracy i do społeczności lokalnych nie tylko w Stanach, lecz także w
Polsce. Ruch antywojenny powinien być zachętą dla ludzi do takiego działania
teraz i w międzynarodowym dniu sprzeciwu wobec wojny w dniach 19/20 marca.
Bez względu na to, jakie poglądy mieli lewicowi aktywiści przed wynikami wyborów
prezydenckich w USA, teraz nasuwa się dla nich tylko jeden wniosek: znowu wzmacniać
ruch i zaproponować alternatywę wobec neoliberalizmu.
Tłumaczyli Marta Paciorkowska
i Eryk Baradziej
Inna sprawa to rola
sił irackich, które walczą po stronie Amerykanów. Korespondent National Public
Radio
uziemiony (ang. "embedded") z marines za Faludżą mówił o przypadkach
dezercji wśród żołnierzy. Jeden z irackich batalionów zmniejszył się od 500
do 170 żołnierzy w ostatnich dwóch tygodniach - a 255 członków opuściło batalion
w ciągu weekendu.