Zachód i Rosja
walczą o wpływy
Zwolennicy Janukowycza często wypowiadają
się przeciwko NATO (i słusznie), ale jego alternatywa - bliższy sojusz z Putinem
- nie jest żadnym rozwiązaniem. Rosja tak, jak i Zachód prowadzą politykę neoliberalną
i prowojenną.
Nie należy więc wybierać między mocarstwami.
To samo dotyczy UE. Kampania Juszczenki podkreślała rzekome zalety Unii Europejskiej.
Jednak UE jest machiną, która działa na korzyść oligarchów Europy na zachód
od Ukrainy i tylko oligarchowie ukraińscy mogą liczyć na korzyści ze zbliżenia
się do Unii.
Oczywiście wielu "pomarańczowych" i solidaryzujący z nimi Polacy na
demonstracjach błędnie myśli, że Unia Europejska poprawi standard życia Ukraińców
- wielu z nich niestety myśli, że zbliżenie się do USA i NATO także będzie korzystne.
Tak nie jest - wystarczy spojrzeć na stopień nędzy w Polsce, której wstąpienie
do Unii nie złagodziło, lub koszty ludzkie i ekonomiczne kolejnych wojen wszczętych
przez Biały Dom.
Jednak obraz permanentnie antyzachodniego Janukowycza i antyrosyjskiego Juszczenki
jest zbyt uproszczony.
Od 1991 roku, kiedy nastąpiła niepodległość, Ukraina balansuje między Zachodem
a Rosją.
Prezydent Kuczma doszedł do władzy w 1994 r. z prorosyjską retoryką. Lecz w
1999 roku poparł wojnę NATO z Serbią.
Ukraina za premiera Janukowycza (i wcześniej za premiera Juszczenki) bardzo
blisko współpracuje z NATO -
chce wstąpić do Unii Europejskiej.
W 2002 r. Ukraina ogłosiła, że chce wstąpić do NATO i była mowa o roku 2011
jako czasie rozpoczęcia negocjacji o członkostwie w UE.
Żeby pokazać swoją szczerość wobec Waszyngtonu rząd poparł okupację Iraku. Ukraina
ma obecnie 1600 żołnierzy w Iraku.
Co prawda nastąpiło ostatnio zbliżenie z Putinem. Niedawno odwrócono kierunek
przepływu ropy w rurociągu Brody - Odessa na korzyść Rosji. Jednocześnie rząd
ukraiński chce współpracować z Białorusią, Kazachstanem i Rosją we Wspólnej
Przestrzeni Gospodarczej - strefie ekonomicznej rządzonej neoliberalną polityką.
Jednak Ukraina również ma własne konflikty z Rosją (np. konflikt o granicę morską).
Wiemy, że mocarstwa większe i mniejsze mieszają się do sprawy Ukrainy. Politycy
polscy chcą przyciągnąć Ukrainę w stronę Zachodu i pokazać większym państwom,
że Polska jest skutecznym partnerem. Lech Wałęsa, który pojechał do Kijowa,
dziś nie chce widzieć wielkiego ruchu strajkowego. Tak, jak polskie władze chce
tylko wzmocnić zachodni (w tym polski) kapitalizm.
Wrogowie i bracia
Za Marksem możemy powtórzyć, że kapitaliści (i kapitalistyczne państwa) to jednocześnie
wrogowie i bracia. Czasami bardziej są w konflikcie ze sobą, czasami bardziej
współpracują. Ale kapitalizm bez konfliktów między kapitalistami - i bez wojen
- jest niemożliwy.
Konflikty między kapitalistami często umożliwiają powstanie ruchu oddolnego.
Widzimy początek tego procesu na Ukrainie. Walka między oligarchami i ich politycznymi
partnerami może doprowadzić do zjednoczonego ruchu oporu. Może, ale nie musi.
To zależy jaką politykę ludzie dziś głoszą na ulicach Ukrainy.
Jeśli ludzie ograniczą się do wspierania sojuszu z Zachodem lub Wschodem, ruch
wygaśnie. Trzecia opcja, opcja niezależnego ruchu, odrzuca przyłączenie się
do jakiegokolwiek obozu mocarstwowego.
Buduje jednocześnie więzi między ukraińsko- i rosyjskojęzycznymi ludźmi przeciw
USA, NATO, UE i Putinowi oraz oddolną solidarność zwykłych Ukraińców ze zwykłymi
ludźmi w każdym kraju.
Andrzej Żebrowski