RZECZPOSPOLITA REWOLUCJONISTÓW

Obserwując ostatnio polskich polityków można tylko przecierać oczy ze zdumienia. Okazuje się bowiem, że wszyscy są… rewolucjonistami. Bez żartów - żyjemy w kraju rewolucjonistów!
Jeszcze niedawno słowo na "r" należało do najbardziej przeklętych. Użycie go w publicznej dyskusji - przy choćby cieniu pochwały - narażało na oskarżenie o szaleństwo graniczące z obowiązkowym odstawieniem do psychiatry. Tymczasem dziś praktycznie każda licząca się partia polityczna w Polsce, włącznie z najbardziej liberalnymi i konserwatywnymi, urasta do rangi rewolucyjnej awangardy.
Gdy Bartłomiej Sienkiewicz z Ośrodka Studiów Wschodnich stwierdził w rozmowie z Moniką Olejnik, że Ukraina potrzebuje bardziej radykalnych działań i rewolucji wydawało się, że surowa redaktorka natychmiast przywoła delikwenta do porządku. Takie brzydkie wyrazy o 20. 10 w telewizji publicznej!? Ale ona, jakby nigdy nic, zaprezentowała tylko niepewny uśmiech… Kolejnego dnia sama przybrała natomiast bojowe barwy - pomarańczową wstążeczkę - znak rozpoznawczy wszystkich rewolucjonistów.
Głos "niezależnego eksperta" przytłoczyła jednak nowa, dużo ważniejsza, rewolucyjna fala. W kolejnych dniach dołączyli do niej i Donald Tusk i Jan Rokita i Bronisław Komorowski i Zyta Gilowska i bracia Kaczyńscy i Kazimierz Ujazdowski i Ludwik Dorn i Jolanta Banach i Marek Borowski i Jerzy Buzek i Leszek Moczulski i Tadeusz Mazowiecki.
Nawet Leszek Miller paradował w Sejmie z szalem w rewolucyjnych barwach…
Oddajmy jednak głos samym bohaterom. Oto lider Prawa i Solidarności, Jarosław Kaczyński, zwolennik wsadzania do więzień 13 - latków i rzezi Iraku, występując w Kijowie przed ok. 100-tysięcznym tłumem powiedział: "Ta rewolucja zmienia Ukrainę, zmienia Europę, zmienia świat na lepsze. Dziś historia świata toczy się tutaj, w Kijowie. Możecie być z tego dumni, że wnosicie wielki wkład w dzieje ludzkości. W wielkim pochodzie wolności przez świat dziś wy jesteście na czele. Ta rewolucja ma swoje imię i nazwisko: Wiktor Juszczenko - prezydent Ukrainy."
Michała Kamińskiego, zwolennika ogłoszonej w Białymstoku, jego ustami, "Polski dla Polaków" i pielgrzyma do gen. Pinocheta, także nie mogło zabraknąć obok partyjnego kolegi. "No, bo to jest taka pokojowa rewolucja i to taka, która obejmuje cały naród", wiec trzeba być dziś rewolucjonistą.
Największym zapałem wykazał się jednak Bronisław Komorowski z Platformy Obywatelskiej. Ów prowojenny fanatyk neoliberalizmu jest dziś najbardziej niezłomnym bojownikiem nie uznającym żadnych kompromisów: "Dla kijowskiej ulicy kompromis ma na imię Wiktor Juszczenko" - powiedział Komorowski w Sejmie. Jak dodał, każdy, kto próbowałby uzgodnić "pod stołem jakiś podział władzy, popełniłby zbrodnię na rewolucji ukraińskiej". Według niego, rewolucja na Ukrainie stała się faktem - rząd rewolucyjny, czyli Centralny Komitet Ocalenia Narodowego, przejmuje władzę.
Pewnie wkrótce czołowym hasłem Platformy Obywatelskiej stanie się: "rewolucja albo śmierć!" a Jan Rokita zacznie organizować rewolucyjne trybunały.
Polityków wspiera rewolucyjna prasa. Słowo na "r" jest dziś stałym gościem od Rzeczpospolitej po Politykę. Radykalnym rewolucjonistą stał się wróg gejów i feministek a fan George'a Busha, Bronisław Wildstein. Najbardziej zrewoltowana stała się jednak tuba polskich rządzących - Gazeta Wyborcza. Znajdziemy w niej nie tylko codzienne doniesienia z rewolucyjnego frontu, ale i romantyczne nadzieje dziennikarzy: "Juszczenko (…)powołał Komitet Wykonawczy - rewolucyjny rząd. Nakazał także władzom Ukrainy własne rządy i służby porządkowe. Z jakim skutkiem, na razie nie wiemy."
Ratujmy rewolucję od takich rewolucjonistów!

FILIP ILKOWSKI