“Wybory” pod bombami
Wybory pod takimi represjami i zniszczeniami, które widzimy w Iraku, mogą być
tylko całkowitą parodią demokracji. Oczywiście, już mówi się, że tylko w regionach,
gdzie jest "spokojne" będą miały miejsce. Żeby było "spokojne"
okupanci mordują i niszczą ile się da. USA chcą udawać, że wprowadzą demokrację,
w rzeczywistości chcą tylko zapewnić sobie poparcie ze strony "wybranego"
reżimu marionetkowego dla rozgrabienia Iraku i dalszej obecności sił okupacyjnych.
Były amerykański administrator Iraku, Paul Bremer, mianował komisję wyborczą
nawet zanim powstał marionetkowy rząd Allawiego. Siedmiu członków komisji mianowanej
przez niego ma zdecydować, kto może startować w wyborach a kto nie. Nie wolno
kandydować ludziom, którzy głoszą pogląd większości Irakijczyków: że wojska
amerykańskie muszą opuścić Irak.
Przedstawiciele 47 politycznych grup irackich spotkały się w Bagdadzie w listopadzie
i zadeklarowały, że zbojkotują wybory. Wśród nich wiele organizacji religijnych,
partie sunnickie, Iracki Front Turkmenów, dwa stowarzyszenia kobiece, partia
chrześcijańska, osiem partii szyickich i kilka innych.
Na konferencji prasowej powiedzieli: "Te wybory nie będą reprezentowały
prawdziwej woli ludzi Iraku.... Jesteśmy pewni, że wyniki wyborów już są ustalone.
Oni (USA) selekcjonowali ludzi, którzy będą ich popierać". Ruch szyicki
pod kierownictwem al-Sadra nie był obecny na spotkaniu, ale również apeluje
o bojkot.