Irak - podobny do Wietnamu
USA przegrywają
Mimo zrównania z ziemią Faludży i
stosowania wszystkich możliwych broni i represji, są znaki, że siły okupacyjne
nie opanowały miasta.
W dodatku, atak na Faludżę spowodował rozszerzanie się oporu i buntu przeciw
okupantom na inne miasta takie, jak Sammara, Mosul, Ramadi. Za każdym razem,
kiedy siły okupacyjne idą na ofensywę, otwierają się nowe fronty w innych miejscach.
Dziennikarz Time Magazine, Michael Ware, powiedział w wywiadzie telewizyjnym:
"Próbuję stronić od analogii lub porównań z Wietnamem. Ale czasami może
być to przygnębiające (chilling). Kiedyś powiedziano, że jedyna ziemia, którą
żołnierz USA mógł kontrolować jest pod jego stopami. No, pod wieloma względami,
tak jest w Iraku. Nie kontrolujemy tego kraju".
“Irakizacja”
Tak, jak w Wietnamie USA próbują odciąć poparcie dla ruchu oporu i przekonać
ludność do swoich racji. Nie udaje im się. Przykładem może być próba "irakizacji"
wojny - utworzenie irackiej armii i siły policyjnej.
Z raportu GlobalSecurity.org wynika, że liczba irackich policjantów spadła od
85 tys, do 43 tys w ciągu ostatnich 8 miesięcy. Dwie główne części aparatu militarnego,
armia i Gwardia Narodowa, zwerbowały tylko odpowiednio 12 tys. i 41 tys. Według
byłego inspektora broni ONZ, Scotta Rittera, tylko jedna jednostka jest skuteczna.
To batalion 36, który w rzeczywistości jest kurdyjską milicją. Nawet ten batalion
może tylko działać obok ogromnego wsparcia militarnego ze strony Amerykanów.
Dezercje
Dezercje są powszechne zarówno w armii jak i w policji. W dniu 11 listopada,
w Mosulu, było powstanie w solidarności z Faludżą, podczas którego powstańcy
zaatakowali komendy policyjne. 3200 z 4000 policjantów tego miasta albo opuściło
swoje stanowiska albo przyłączyło się do rebeliantów. Przypuszcza się też, że
ruch oporu ma swoich agentów wewnątrz armii i policji, stąd wiele zamachów na
policjantów, wojskowych i innych oficjeli współpracujących z okupantem.
By dokonać ataku na Faludżę, siły okupacyjne musiały się wycofać z różnych innych
miast. W dolinie Tygrysu lokalne rządy współpracujące z okupantami upadły w
tym czasie, więc Amerykanie musieli wejść i odbudować swoją kontrolę. USA nie
mają po prostu wystarczającej liczby żołnierzy, żeby kontrolować cały kraj.
Kiedy ZSRR okupował Węgry w 1956 r. i Czechosłowację w 1968 r. w obu krajach
stacjonowało po 500 tys. żołnierzy. Administracja Busha myślała, że wystarczy
wysłać ok. 150 tys. do Iraku, który jest większym krajem niż tamte dwa. Teraz
widać, że nie wystarczy. Równocześnie rządzący USA mają ogromny problem z powiększeniem
liczby żołnierzy, bo opór wobec okupacji wzrasta w ogólnej populacji oraz wśród
wojskowych i ich rodzin.