McŚWIAT
CZY WIESZ, CO JESZ?
W dniu 19 listopada wszedł na polskie
ekrany debiutancki film Morgana Spurlocka - "Super Size Me". Amerykański
dokument o skutkach jedzenia w restauracjach Mc'Donalds to ostrze wymierzone
w przemysł fast-food a jednocześnie krytyka współczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego.
Film Spurlocka - znanego wcześniej realizatora telewizyjnego - opiera się na
prostym pomyśle: reżyser postanawia zbadać powszechnie znaną tezę o szkodliwości
dań serwowanych w popularnej sieci restauracji szybkiej obsługi, przy czym zamierza
uczynić to metodą eksperymentalną, samego siebie stawiając w roli królika doświadczalnego.
Realizator decyduje się więc na trzydziestodniową dietę, opartą wyłącznie na
produktach serwowanych w Mc'Donaldsie. Jego poczynania śledzi czujne oko kamery,
utrwalające poczynania dzielnego realizatora spożywającego - coraz bardziej
niechętnie - kolejne potrawy z menu wielkiej sieci. Twórca i obiekt eksperymentu
w jednej osobie musi jeść trzy posiłki dziennie i nie może odmówić powiększenia
zestawu, jeżeli taka możliwość zostanie mu zasygnalizowana.
Przyjęta dieta bardzo szybko przynosi przewidywane efekty: kolejne frytki i
hamburgery powodują niebezpieczne podwyższenie poziomu cholesterolu i soli w
organizmie, problemy z wątrobą, bóle w obszarze mostka, ogólny spadek kondycji
oraz libido, no i oczywiście pokaźny wzrost wagi. 12 kilogramów w ciągu 30 dni
to na pewno nie lada wyczyn.
Co jednak reżyser pragnie ukazać widzowi, ponad to, co już od dawna wiadomo
na temat szybkich posiłków, podawanych w "restauracjach" wielkiej
sieci?
Spurlock - porównywany ze względu na swoją bezkompromisowość w ukazywaniu tematu
do Michaela Moore'a - opowiada o jedzeniu, ale umieszcza główny temat w szerszym
kontekście. W prosty, chciałoby się rzec lekko strawny sposób, poprzez inteligentne
przemieszanie faktów, opinii i dowcipu wnika w stan świadomości ludzi, dla których
takie miejsce jak restauracja szybkiej obsługi stanowi obok domu, pracy i centrum
handlowego ważną przestrzeń, jakiejkolwiek ludzkiej aktywności. Poprzez rozmowy
prowadzone z lekarzami, monitorującymi stan zdrowia reżysera, zyskujemy przekonanie
o szkodliwości pewnego rodzaju diety. Spurlock drąży jednak temat głębiej, poruszając
kwestię odpowiedzialności etycznej wielkich koncernów i wskazuje na fakt, iż
Mc'Donalds to już nie tylko firma serwująca jedzenie, ale cały styl życia, który
chwytliwymi hasłami ("I'm Lovin it") i przyjaznym wizerunkiem skłania
ku sobie nowych, zwłaszcza młodych konsumentów.
Wynika więc z tego jasno, że za stan w którym dwie trzecie Amerykanów cierpi
na nadwagę, odpowiadają nie tylko ci, którzy nie są w stanie zachować samokontroli
żywieniowej, ale zwłaszcza ci, którzy pomimo krytyki, tak skutecznie - w skali
wręcz globalnej - mamią i ogłupiają.
Andy Warhol powiedział kiedyś, że spośród wszystkich miast kocha takie jak Nowy
Jork czy Paryż, a nie znosi Moskwy i Pekinu. Czemu akurat tych? - Bo nie ma
w nich Mc'Donaldsa - dodał papież popkultury. W Moskwie, Pekinie i Kutnie restauracje
gastronomicznego giganta już są. Czy jednak warto w nich jeść? Czy warto być
zadowolonym z tego, że są? Poprzez swój ciekawy, po części satyryczny obraz,
Morgan Spurlock zachęca do przemyślenia tych i innych spraw związanych z rzeczywistością,
której symbolem jest żółte logo giganta.
Przemek Wiśniewski