Prawa kobiet poświęcone na rzecz Eurobiznesu

Zwolennicy równouprawnienia kobiet i mniejszości seksualnych, którzy myśleli, że wstąpienie Polski do Unii Europejskiej doprowadzi do zniesienia zakazu aborcji i polepszenia warunków dyskryminowanych grup w społeczeństwie mają powody do rozczarowania. Rozczarowanie podobne do zawodu, który nastąpił po wybraniu "lewicowego" rządu, którzy nic nie robił, żeby zmienić ustawę pozbawiającą kobiety prawa do decydowania o własnym ciele i macierzyństwie.
"Lewicowy" rząd dołączył do traktatu akcesyjnego do Unii Europejskiej deklarację gwarantującą utrzymanie w Unii polskiego prawa dotyczącego aborcji - czyli gwarancję, że zakaz nie będzie zniesiony.
Wiadomo, że chodzi tu o nacisk ze strony Episkopatu, który żąda takiej deklaracji w zamian za poparcie dla wstąpienia do Unii.
Rząd obawia się, że nie wygra referendum, więc poparcie Kościoła jest jak najbardziej pożyteczne. Za to można poświęcić obietnice wyborcze o prawach kobiet, równouprawnieniu i prospołecznej polityce.
Tak na prawdę podobna deklaracja jest raczej niepotrzebna dla rządu i Episkopatu. Unia nie ma wspólnego prawa, co do kwestii "obyczajowych". Zakaz aborcji w kraju członkowskim, Irlandii, jest tego dowodem.
W Unii chodzi bowiem przede wszystkim o liberalizowanie gospodarki - o prywatyzację, otwieranie usług społecznych dla wolnego rynku oraz restrukturyzacje sektorów gospodarki. Nie chodzi o liberalizację stosunków międzyludzkich, uwolnienie od autorytarnych i represyjnych ustaw.
Jeśli zwiększona wolność dla obywateli przeszkodzi wolności dla biznesu (a tak zwykle jest) - ta druga jest nadrzędna.
Faktu, że w wielu krajach UE są bardziej liberalne prawa dotyczące aborcji, praw gejów i lesbijek itd., nie należy mylić z polityką UE jako organizacją. Prawa te były osiągnięte dzięki silnym ruchom społecznym, które powstały w tych krajach - raczej wbrew biurokracji unijnej, i również z tego powodu, że coraz więcej kobiet zaczęło być czynnych zawodowo przyłączając się często do związków zawodowych. Tymczasem związki zawodowe są dzisiaj pod atakiem w wielu krajach unijnych, chcących wprowadzić nieco inną liberalizację - mianowicie liberalizację kodeksu pracy.

Kwach: Ustawa działa
Prezydent Kwaśniewski wypowiedział się w sprawie ustawy antyaborcyjnej: nie widzi powodu, żeby zmienić ustawę, ponieważ istniejąca ustawa "działa".
No, oczywiście, w punktu widzenia prywatnych klinik ginekologicznych działa bardzo dobrze - zapewnia im wysokie dochody Zarabiają one zarówno na nielegalnie dokonanych zabiegach, jak i na usunięciach ciąży, które są legalne według ustawy, ale odmówione w szpitalu przez lekarzy. W praktyce bowiem ustawa antyaborcyjna działa bardziej restrykcyjnie niż na papierze.
Dla kobiety bezrobotnej lub pracującej w "normalnym" dla kobiet zawodzie cena ok. 2000 zł za zabieg oznacza, że niechciana ciąża będzie powodem do rozpaczy.

Spójrzmy na statystykę:
Liczba dzieci pozostawianych w szpitalach
Lata - Liczba dzieci
1993 - 252, 1994 - brak danych
1995 - 738, 1996 - 803
1997 - 685, 1998 - 594, 1999 - 737
Na podstawie sprawozdań Rady Ministrów z realizacji w 1998 i 1999 ustawy o planowaniu rodziny.
Źródło: Raport z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny - www.waw.pdi.net/~polfedwo/

Rząd mówi teraz, że chce polepszyć edukację seksualną i dostęp do antykoncepcji. Dobrze, ale takie działania nie wyeliminują potrzeby liberalizacji ustawy antyaborcyjnej. Przy istniejących środkach antykoncepcyjnych kobiety nie mają 100%-owej gwarancji, że nie zajdą w niechcianą ciążę.
Zobaczymy też, co Episkopat mówi w tej sprawie ... Jak się daje diabłu jednego palca, weźmie całą rękę.
Trzeba walczyć o równouprawnienie dla kobiet i mniejszości seksualnych, równocześnie przeciwstawiając się neoliberalnych reformom gospodarki, które Unia Europejska chce wprowadzić w całej Europie. Takie reformy oznaczają więcej bezrobotnych i biednych kobiet bez możliwości i prawa do decydowania i własnym życiu.
Ellisiv Rognlien