Rywin,
demokracja a wielki pieniądz
Kapitalizmgate
Tak wygląda demokracja? Bogaty magnat filmowy Lew Rywin (producent m.in. "Listy
Schindlera" Spielberga oraz "Pana Tadeusza" Wajdy, do niedawna
szef rady nadzorczej Canal +) żąda ogromnej łapówki (17,5 miliona zł.) od Agory
- firmy, która wydaje największy dziennik w kraju, Gazetę Wyborczą. W zamian
obiecuje, że Agora będzie mogła kupić Polsat (poprzednio rząd był temu przeciwny).
Mówi przy tym, że jest upoważniony
do takiego postępowania przez premiera Millera. Rywin jest nagrany w tej próbie
wyłuskania łapówki, przez Adama Michnika, redaktora naczelnego Wyborczej i chyba
najbardziej wpływowego polskiego intelektualistę.
Sama Gazeta Wyborcza nie upublikowała
taśmy rozmowy Rywina z Michnikiem przez pięć miesięcy. Dlaczego? Jak Michnik
sam przyznaje, nie chciał zakłócić negocjacji o wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej.
Czyli Michnik nie chciał ujawnić afery Rywina, żeby pomóc takim ludziom jak
właśnie Rywin (bo przecież tylko najbogatsi Polacy zyskają na ewentualnym wejściu
do Unii). Przy okazji, oczywiście, zyskają szefowie Agory i czołowi politycy
tacy, jak Miller.
Jak zauważył Jerzy Urban (który dobrze
się zna na cynizmie władzy i pieniądza) w całej tej sprawie widoczne jest, że
Rywin czuł się pewny żądając takiej łapówki. Urban, członek SLD pisze: "Albo
więc ktoś Rywina upewnił, że żądając forsy wystąpi po myśli premiera. Albo Rywin
był Millerowi służebny w innych dyskrecjonalnych sprawach, więc uważał, że w
każdej sytuacji będzie kryty." (NIE, 9 stycznia)
Jacek Kuroń zauważył: "Fakt,
że Rywin ośmielił się złożyć taką ofertę w taki sposób, dowodzi, że w naszym
życiu publicznym jest to rzecz normalna, że to jest praktyka, że to jest instytucja.
Jeżeli w raporcie Banku Światowego czytamy, że ustawa w Polsce kosztuje kilka
milionów dolarów - to nie dzieje się tak bez przyczyny." (Wyborcza, 13.01.03)
Przypomnijmy - sam Miller nic nie mówił o tej sprawie od lipca. Prawdopodobnie
uważał, że tajemnica będzie zachowana.
Mówi się o chorobie polskiej demokracji,
że jeszcze uczymy się demokracji, że Polska nie jest "normalnym" krajem
kapitalistycznym.
Ale gdy były lider Unii Pracy Ryszard
Bugaj żali się na polską scenę polityczno-społeczną, opisuje nie tylko Polskę,
ale każdy kapitalistyczny kraj.
"Jeżeli elity polityki, mediów
i biznesu są spojone ze sobą wspólnymi interesami i wspólną wizją, to demokracja
staje się zwykłym teatrem."
Właśnie. W USA ogromne afery korupcyjne
wciąż trwają (Enron), we Włoszech najbogatszy człowiek, Berlusconi, który jest
też premierem, jest podejrzany o finansowe przestępstwa i związki z mafią. Nie
ma "normalnego" kapitalistycznego kraju bez takiej korupcji, bez takiego
braku demokracji.
Dlatego m. in. powstał potężny ruch
antykapitalistyczny od czasów wielkiej demonstracji w Seattle, w 1999 r. Ruch,
który dziś w znacznej mierze przekształcił się w jeszcze większy ruch antywojenny.
Niestety liderzy demokratycznej opozycji
w PRL tacy, jak Kuroń i Michnik, ograniczyli się do wizji kraju parlamentarnej
demokracji, nie naruszając, a nawet wzmacniając, proces bogacenia się skorumpowanych
"elit".
Media są albo państwowe pod kontrolą rządu albo własnością bogatych. Jak pisze Bugaj: "Gazeta Wyborcza po przekształceniu - które w potocznym języku nazwać można wielkim uwłaszczeniem - stała się jednym z największych kapitalistycznych koncernów w Polsce i naszej części Europy, a jej czołowi dziennikarze i menedżerowie - z wyjątkiem Adama Michnika - otrzymali w postaci akcji majątki, które lokują ich w bardzo wąskiej grupie najzamożniejszych obywateli."
Jakie mamy wyjście?
Kuroń się obawia: "Niestety,
obawiam się, że sprawy zaszły tak daleko, że opinia publiczna już nie wierzy
w to, iż klasa polityczna będzie w stanie się samooczyścić. Zdemoralizowane
elity i nieufające im społeczeństwo stanowią wybuchową mieszankę, która może
zakończyć się rewolucją."
Obawa Kuronia jest nadzieją milionów.